Real Madryt wyrasta na jednego z głównych graczy w walce o wzmocnienie środka pola podczas nadchodzącego okna transferowego. Królewscy traktują tę strefę boiska jako absolutny priorytet, a najnowsze wieści z Londynu tylko podsycają transferową giełdę nazwisk. Enzo Fernandez, który do tej pory był łączony z przeprowadzką na Santiago Bernabeu, właśnie przekazał mediom niepokojące dla kibiców Chelsea informacje dotyczące jego dalszej kariery w Premier League.
Po dotkliwej porażce Chelsea z Paris Saint-Germain w Lidze Mistrzów, gdzie londyńczycy ulegli aż 2:8, Fernandez stanął przed kamerami ESPN Argentina. Zapytany wprost o swoją przyszłość w klubie ze Stamford Bridge, pomocnik nie potrafił złożyć jasnej deklaracji. Przyznał, że obecnie skupia się na końcówce sezonu ligowego oraz walce o Puchar Anglii, ale jego słowa o tym, co wydarzy się po nadchodzących mistrzostwach świata, brzmią jak zapowiedź wielkich zmian w karierze 25-letniego zawodnika.
Gigantyczne pieniądze barierą dla Realu Madryt
Sytuacja kontraktowa Argentyńczyka jest jednak niezwykle skomplikowana i może pokrzyżować plany Florentino Pereza. Chelsea zainwestowała w piłkarza 121 mln euro i zamierza odzyskać przynajmniej tę kwotę, a umowa obowiązująca aż do 2032 roku daje Anglikom potężną kartę przetargową. Real Madryt rzadko decyduje się na tak ogromne wydatki na graczy w tym wieku, choć na liście życzeń obok Fernandeza widnieją także Rodri z Manchesteru City, Vitinha z PSG oraz młody Kees Smit z AZ Alkmaar.
Zainteresowanie pomocnikiem wykazuje również Paris Saint-Germain, co może doprowadzić do licytacji między europejskimi potęgami. Fernandez podkreśla, że w Londynie od momentu jego przybycia ciągle dochodzi do trudnych sytuacji, a zespół musi teraz walczyć o awans do kolejnej edycji Ligi Mistrzów poprzez Premier League. Ostateczne decyzje zapadną prawdopodobnie dopiero po turnieju reprezentacyjnym, kiedy zawodnik oceni swoje opcje i sprawdzi, czy Real Madryt zdecyduje się na oficjalną ofertę przekraczającą barierę 100 mln euro.
