Julian Alvarez wyrasta na centralną postać spekulacji transferowych przed nadchodzącym latem. Gwiazdor Atletico Madryt jest łączony z Barceloną oraz Arsenalem, mimo że jego kontrakt obowiązuje aż do 2030 roku. Jak donoszą media, Argentyńczyk ma dość medialnego szumu.
Napastnik w rozmowie z dziennikiem Marca przyznał, że stara się ignorować doniesienia o rzekomych przenosinach na Camp Nou. Barcelona widzi w nim następcę Roberta Lewandowskiego, a plotki o priorytetowym traktowaniu tego ruchu nie cichną. Alvarez podkreśla, że co tydzień pojawiają się nowe informacje, które nazywa wprost śnieżną kulą kłamstw. Piłkarz nie zamierza tracić energii na ciągłe dementowanie doniesień z mediów społecznościowych, skupiając się wyłącznie na kluczowej fazie sezonu w barwach madryckiego klubu.
Walka o historię i nowy kontrakt w Madrycie
Atletico Madryt nie zamierza bezczynnie przyglądać się zakusom rywali i planuje podwoić pensję swojego zawodnika w nowej umowie. Ma to ostatecznie rozwiać wątpliwości dotyczące jego przyszłości w stolicy Hiszpanii. Prezydent Enrique Cerezo konsekwentnie powtarza, że Alvarez nie jest na sprzedaż, choć zainteresowanie wykazuje także Paris Saint-Germain. Klub chce zabezpieczyć interesy przed półfinałowym starciem w Lidze Mistrzów, w którym Los Colchoneros zmierzą się z Arsenalem, walcząc o historyczny awans do finału rozgrywek.
Przed pierwszym meczem z Arsenalem na Metropolitano, Alvarez zaznacza, że drużyna jest w doskonałej formie. Wspomina wysokie zwycięstwo 4:0 nad Barceloną w krajowym pucharze jako dowód na to, że gra u siebie w pierwszym spotkaniu może być atutem. Argentyńczyk chce pisać własną historię w Madrycie, zamiast zajmować się ofertami z Londynu czy Katalonii. Pierwszy gwizdek w starciu z Kanonierami wybrzmi w środę o godzinie 21:00, a rewanż zostanie rozegrany w kolejny wtorek w Londynie.
