Manchester City i Manchester United wyraziły zainteresowanie pozyskaniem Ilimana Ndiaye, jednak oba kluby stanowczo odmawiają zapłacenia 75 milionów funtów. Everton wycenił swojego 26-letniego skrzydłowego na kwotę, która na ten moment blokuje ruchy gigantów z Premier League.
Sytuacja Ndiaye jest skomplikowana, ponieważ Everton znajduje się w doskonałej pozycji negocjacyjnej. Senegalczyk, który trafił na Merseyside w 2024 roku za zaledwie 15 milionów funtów, ma podpisany kontrakt obowiązujący aż do 2029 roku. Klub nie czuje żadnej presji, by pozbywać się zawodnika poniżej wyznaczonej ceny. W tle czai się saudyjskie Al-Hilal, które rzekomo uzgodniło już warunki indywidualne z piłkarzem, oferując mu gigantyczne zarobki, choć oficjalna oferta do biur Evertonu jeszcze nie wpłynęła.
Przyszłość Ndiaye pod znakiem zapytania
Manchester United pod wodzą Michaela Carricka szuka wzmocnień w ataku, by zwiększyć rywalizację dla Bryana Mbeumo, Matheusa Cunhy oraz Amada Diallo. Ewentualny transfer Ndiaye na Old Trafford może być jednak uzależniony od tego, co stanie się z Marcusem Rashfordem w końcowej fazie okienka. Z kolei Manchester City rozważa przebudowę ofensywy w obliczu możliwego odejścia Savinho i niepewnej przyszłości Omara Marmousha. Ndiaye, z dorobkiem 17 goli w 71 meczach dla Evertonu, pozostaje łakomym kąskiem, ale cena 75 milionów funtów jest obecnie barierą nie do przejścia.
Mimo ogromnych pieniędzy z Bliskiego Wschodu, sprawa nie jest przesądzona. Ojciec zawodnika zasugerował niedawno, że rodzina wolałaby, aby Iliman kontynuował karierę w Europie. To zostawia otwartą furtkę dla angielskich potęg, o ile Everton zdecyduje się na obniżenie swoich wygórowanych żądań finansowych przed zamknięciem okna transferowego.
