Novak Djoković wygrał półfinał Australian Open z Jannikiem Sinnerem, bo poczuł się głęboko dotknięty pytaniem dziennikarza. Patrick Mouratoglou twierdzi, że Serb wykorzystał zranione ego jako paliwo do zwycięstwa.
Podczas konferencji prasowej w Melbourne jeden z reporterów zasugerował, że 38-letni lider goni teraz Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera, podobnie jak robił to na początku kariery z Federerem i Nadalem. Djoković przerwał to pytanie i uznał je za brak szacunku. Odpowiedział spokojnie, że nie goni nikogo, lecz tworzy własną historię. Zdaniem Mouratoglou te słowa mocno go zabolały, ponieważ Serb nie akceptuje roli kogoś, kto musi ścigać innych, zamiast samemu być celem dla reszty stawki.
Efekt tej frustracji widzieliśmy w starciu z Sinnerem. Djoković wygrał ten pięciosetowy bój nie dlatego, że był lepszy pod względem czysto tenisowym, ale dzięki mentalności w kluczowych momentach. Mouratoglou zauważa, że gdy ktoś dotyka ego mistrza, budzi się w nim coś wyjątkowego. Choć w finale Serb uległ Alcarazowi w czterech setach, francuski trener uważa, że poziom sportowy legendy wciąż jest wysoki. Jedyną realną przeszkodą w zdobywaniu kolejnych tytułów wielkoszlemowych pozostaje obecnie kwestia motywacji.
Djoković osiągnął już życiowy cel i został najlepszym tenisistą w historii, co naturalnie obniżyło jego determinację. Fizycznie wciąż jest sprawny i potrafi zarządzać meczami, mimo że nie regeneruje się już tak szybko jak dawniej. Mouratoglou odrzuca sugestie, że 24-krotny triumfator turniejów wielkoszlemowych powinien skończyć karierę po ewentualnym 25. tytule. Jeśli motywacja wróci, Serb nadal może mierzyć się z każdym rywalem w najważniejszych fazach turniejów. Wszystko zależy od tego, czy znajdzie w sobie ogień do dalszej rywalizacji.
