Deco wyrasta na centralną postać nadchodzącego lata w Barcelonie, choć jego dalsze losy w klubie wcale nie są przesądzone. Dyrektor sportowy przyznał otwarcie, że nie wie, czy pozostanie u boku Joana Laporty przez całą pięcioletnią kadencję. Jak donosi Sport, kluczowe znaczenie mają tu nie tylko wyniki sportowe, ale przede wszystkim kwestie prywatne i rodzinne, które Portugalczyk stawia na pierwszym miejscu.
Nadchodzące okno transferowe będzie najistotniejszym sprawdzianem w dotychczasowej pracy Deco. Dyrektor otrzymał konkretne zadania: musi sprowadzić do klubu nowego środkowego obrońcę oraz napastnika z najwyższej światowej półki. W planach jest także wzmocnienie pozycji bocznego defensora oraz lewego skrzydła, gdzie nowi gracze mieliby zastąpić wypożyczonych obecnie Joao Cancelo oraz Marcusa Rashforda. Presja na sukces jest ogromna, a każde potknięcie może wpłynąć na stabilność projektu budowanego w stolicy Katalonii.
Budowa zespołu w cieniu wyborczego zamieszania
Ostatnie miesiące były dla Portugalczyka wyjątkowo nerwowe ze względu na wybory prezydenckie w klubie. Deco ryzykował utratę stanowiska w przypadku porażki Joana Laporty, jednak ostatecznie zachował pełne zaufanie prezydenta oraz trenera Hansiego Flicka. Dyrektor podkreśla, że udało się odizolować drużynę od wyborczego dramatu, co pozwoliło na konsolidację składu zdolnego do rywalizacji z Realem Madryt oraz Atletico Madryt. Według niego Barcelona ma dziś zespół, który może walczyć o tytuły mimo mniejszych nakładów finansowych niż europejscy rywale.
Mimo optymizmu wynikającego z rozwoju młodych zawodników i trafnych decyzji transferowych, Deco unika deklaracji o długofalowej współpracy. Przyznaje, że musi pracować dobrze każdego roku, aby jego misja była kontynuowana. Obecnie rodzina dyrektora czuje się w Barcelonie szczęśliwa, ale on sam zaznacza, że planowanie przyszłości na pięć lat w przód jest w futbolu niezwykle trudne. Ostateczny kształt kadry na przyszły sezon oraz wyniki sportowe zweryfikują, jak długo potrwa jego sojusz z Laportą.
