Robert Lewandowski strzelił dwa gole w wygranym 2:1 spotkaniu z Charlotte FC i zaliczył debiut przed własną publicznością, o jakim marzyło całe Chicago. Polak trafił w 20. i 68. minucie, dołączając do nazwiska z inauguracyjnego sezonu 1998. Gregg Berhalter przed tym meczem po cichu przebudował ustawienie, a Soldier Field zobaczyło najliczniejszą domową publiczność Fire w tym roku.
W skrócie:
- Dublet w 20. i 68. minucie dał Chicago Fire zwycięstwo 2:1 nad Charlotte FC
- Na Soldier Field zasiadło 32 183 widzów, najwięcej na domowym meczu Fire w 2026 roku
- Polak jest dopiero drugim piłkarzem w historii klubu z dubletem w debiucie na tym stadionie
Murawa po koncercie i przestawka, która wszystko zmieniła
Dwie wyjazdowe porażki, z Interem Miami i New York City FC, Berhalter rozegrał w agresywnym ustawieniu 4-2-4. W sobotę zrezygnował z niego całkowicie. Lewandowski dostał rolę wyraźnego punktu odniesienia w ataku, Robin Lod cofnął się do pozycji klasycznej dziesiątki, a do wyjściowej jedenastki wrócił lewy obrońca Andrew Gutman. Warunki nie sprzyjały nikomu: murawa Soldier Field była w kiepskim stanie po koncercie Karol G, a przez cały dzień padało.
Charlotte oddało 14 strzałów, ale w światło bramki trafiło dokładnie raz. I była to bramka Pepa Biela z 18. minuty. Chris Brady wygrał więc mecz, nie broniąc ani jednego uderzenia. Gospodarze przy identycznej liczbie prób byli celni pięciokrotnie.
Wyrównanie przyszło 93 sekundy po stracie gola. Jonathan Bamba zagrał górą, Philip Zinckernagel zgrał głową, a Lewandowski po dwóch kontaktach uderzył zza pola karnego przy słupku, mijając Kristijana Kahlinę. Przy drugim trafieniu Fire rozegrali akcję liczącą ponad 25 podań, zakończoną dośrodkowaniem Gutmana, prostopadłym zagraniem Loda i wbiegnięciem Polaka w pole karne od wewnętrznej strony.
Tego rodzaju jakość trudno znaleźć. W polu karnym on jest bezwzględnym zabójcą i mam nadzieję, że to dopiero początek serii bramek — ocenił Berhalter po końcowym gwizdku.
Nazwisko z 1998 roku i człowiek, który mówił „to nierealne”
Dubletem w debiucie na Soldier Field Lewandowski dołączył do bardzo wąskiego grona. Przed nim dokonał tego wyłącznie Frank Klopas w inauguracyjnym sezonie 1998. Ta klamra ma dodatkowy smak, bo Klopas jako trener Chicago Fire publicznie chłodził kiedyś spekulacje o sprowadzeniu Polaka, argumentując, że Barcelona wydała na niego ponad 50 milionów dolarów, więc taki ruch jest poza zasięgiem klubu z Illinois.
Na trybunach zameldowało się 32 183 widzów. Dotychczasowy szczyt sezonu 2026 to 26 752 osoby na spotkaniu z Toronto z 24 maja, a średnia domowa wynosi około 19 600. Lewandowski podniósł ją o mniej więcej dwie trzecie, choć Soldier Field mieści 61 500 miejsc i o komplecie nie było mowy. Pomaga fakt, że w aglomeracji chicagowskiej mieszka blisko 900 tysięcy osób polskiego pochodzenia.
Fire szukali gwiazdy tego formatu od zakończenia kariery przez Bastiana Schweinsteigera. Klub bezskutecznie sondował Neymara, Kevina De Bruyne, Mohameda Salaha i Bernardo Silvę. Przewagę w wyścigu o Polaka dały mu ligowe prawo pierwszeństwa oraz seria dyskretnych spotkań, w tym rozmowa właściciela Joego Mansueto z Pinim Zahavim w Londynie i listopadowa wizyta Anny Lewandowskiej w Chicago.
Rachunek za Cuypersa i trzy mecze w osiem dni
Te dwa gole mają też wymiar księgowy. Hugo Cuypers prowadził w klasyfikacji strzelców MLS z 13 bramkami w 11 meczach i ustanowił klubowy rekord, trafiając w 10 kolejnych spotkaniach, w których zagrał. Po ogłoszeniu transferu Lewandowskiego Belg sam poprosił o odejście. Monterrey zapłaciło za niego 7,5 miliona dolarów plus 500 tysięcy w bonusach, podczas gdy Fire wyłożyli na niego około 12 milionów w 2024 roku. Klub sprzedał lidera strzelców ligi ze stratą, żeby zwolnić miejsce dla wyznaczonego zawodnika i slot dla obcokrajowca. W Chicago mówi się już o kolejnym uderzeniu, a nazwisko Leona Goretzki pada regularnie.
Kadrowo nie wszystko wygląda różowo. Południowoafrykański środkowy obrońca Mbekezeli Mbokazi nabawił się na treningu poważnego urazu uda i wypadł na dłużej.
Bilans Polaka po trzech występach to 197 minut, dwa gole, siedem strzałów i trzy celne, co daje skuteczność 28,6 procent oraz trafienie średnio co 98,5 minuty. Wygrał 8 z 12 pojedynków i 3 z 4 starć w powietrzu, dwukrotnie złapano go na spalonym.
Za każdym razem, gdy trafiam do nowego klubu, czekam na pierwszą bramkę. Trzeba pokazać, że się tu jest, a potem kolejny krok staje się łatwiejszy dla drużyny i dla mnie — powiedział Lewandowski.
Teraz Fire czekają trzy mecze Leagues Cup w osiem dni: z Necaxą 7 sierpnia, Santosem 10 sierpnia i Cruz Azul 14 sierpnia. Do MLS wrócą 16 sierpnia przeciwko Portland Timbers, z 29 punktami po 17 spotkaniach, czwartym miejscem na Wschodzie i zaległym meczem w zanadrzu. Nad nimi Nashville z 40 punktami, Inter Miami z 38 i New England z 30.
