Carlos Alcaraz wywołał falę spekulacji w Nowym Jorku po tym, jak niespodziewanie zniknął z harmonogramu treningowego na Arthur Ashe Stadium. Hiszpan, który dopiero co wrócił do rywalizacji po wyniszczającej kontuzji nadgarstka, zrezygnował z zaplanowanych zajęć tuż przed startem wielkoszlemowego US Open.
Sytuacja jest o tyle zastanawiająca, że w środę, 26 sierpnia, Alcaraz miał szlifować formę po występie w mikście u boku Sereny Williams. Para pożegnała się z turniejem po porażce z Belindą Bencic i Flavio Cobollim, co było dla Hiszpana pierwszym kontaktem z kortem od kwietniowego urazu w Barcelonie. Choć sam powrót cieszył kibiców, obserwatorzy zauważyli, że wicelider rankingu ATP wyraźnie odstawał tempem od rywali, a największe problemy sprawiał mu serwis. Decyzja o odpuszczeniu treningu i zastąpieniu go w grafiku przez Arynę Sabalenkę oraz Zeynep Sonmez stawia pod znakiem zapytania jego gotowość do gry w singlu.
Stawka dla zawodnika jest ogromna, ponieważ w Nowym Jorku broni on pełnej puli 2000 punktów za ubiegłoroczny triumf. Jeśli Alcaraz nie wystartuje lub odpadnie w pierwszej rundzie, jego dorobek w rankingu ATP stopnieje do 5160 punktów. Taki scenariusz otwiera furtkę dla Felixa Auger-Aliassime, który przy odpowiednim wyniku może zepchnąć Hiszpana z podium światowego zestawienia. Kanadyjczyk musi jednak poprawić swój ubiegłoroczny rezultat, jakim był półfinał imprezy, aby realnie zagrozić pozycji obrońcy tytułu.
Wcześniej Alcaraz trenował w Nowym Jorku z Arthurem Filsem oraz Danielem Meridą, co sugerowało, że proces rehabilitacji przebiega pomyślnie. Obecnie nie wiadomo, czy środowa absencja to jedynie środek ostrożności podjęty przez sztab medyczny, czy sygnał o odnowieniu się urazu nadgarstka. Wszystko wyjaśni się w czwartek, 27 sierpnia, podczas oficjalnego losowania drabinki turnieju głównego. Jeśli nazwisko Hiszpana się w niej pojawi, jego pierwszy mecz zweryfikuje, czy pięciomiesięczny rozbrat z tenisem nie okaże się zbyt kosztowny w skutkach.
