Alex Eala wyrasta na jedną z najjaśniejszych postaci tegorocznego sezonu w kobiecym tenisie. Po serii znakomitych występów na trawie i twardych kortach w Ameryce Północnej, zawodniczka zanotowała gwałtowny skok w rankingu, przesuwając się z okolic pięćdziesiątego miejsca na dwudziestą lokatę. Kluczowy okazał się turniej w Waszyngtonie, gdzie Eala wyeliminowała kolejno Elinę Svitolinę, Naomi Osakę oraz Jessicę Pegulę, co otworzyło przed nią drzwi do walki o najwyższe cele.
Jej były trener, Karl Santamaria, który prowadził zawodniczkę w reprezentacji Filipin, jest przekonany, że to dopiero początek marszu w górę. Ekspert widzi realną szansę na to, by Eala zameldowała się w ścisłej czołówce jeszcze przed końcem roku. Obecnie tenisistka zajmuje 15. miejsce w wyścigu do WTA Finals, mając na koncie 1997 punktów. Do zajmującej ostatnie premiowane awansem miejsce Lindy Noskovej traci 1687 punktów, co stawia przed nią trudne, ale wykonalne zadanie.
Walka o czołową dziesiątkę i turniej mistrzyń
Santamaria wierzy, że kluczem do sukcesu będą nadchodzące turnieje rangi Masters 1000 oraz wielkoszlemowy US Open. „Nadal ma ogromny potencjał, by zajść jeszcze wyżej, jeśli poradzi sobie dobrze w Toronto i Cincinnati. Jeśli jej się uda, jej pozycja zostanie ugruntowana i może znaleźć się w pierwszej dziesiątce. Jest w jej zasięgu, by na koniec roku być w czołowej ósemce” – ocenił szkoleniowiec w rozmowie z The Daily Tribune. To odważna prognoza, biorąc pod uwagę, że Eala rozgrywa dopiero swój drugi sezon w cyklu WTA.
Mimo optymizmu trenera, przed 21-latką spore wyzwania kondycyjne. Eala rozegrała w tym roku więcej meczów niż jakakolwiek inna zawodniczka w tourze, co w ostatnich tygodniach odbiło się na jej dyspozycji fizycznej. Aby utrzymać tempo narzucone przez czołówkę i skutecznie powalczyć w Cincinnati oraz Nowym Jorku, będzie musiała wykazać się dużą odpornością. Zdobyty już tytuł WTA potwierdza jednak, że Filipinka posiada wszystkie argumenty, by na stałe dołączyć do światowej elity.
