Mercedes wyrasta na dominatora początku sezonu, ale jego sukcesy budzą ogromne kontrowersje wśród zespołów klienckich. George Russell wywalczył pole position do sprintu w Chinach z przewagą blisko 0,3 sekundy nad kolegą z zespołu, zostawiając resztę stawki daleko w tyle. Tak potężna przewaga sprawiła, że w padoku zawrzało, a szefowie McLarena i Williamsa nie gryźli się w język, sugerując nierówne traktowanie przez dostawcę silników.
Tajne spotkanie w Szanghaju i oskarżenia o brak danych
Głównym punktem sporu jest dostęp do specyfikacji jednostki napędowej. McLaren i Williams twierdzą, że podczas testów w Bahrajnie tylko fabryczny zespół Mercedesa dysponował najnowszymi danymi, co stworzyło lukę informacyjną i zniszczyło wiarygodność ich symulacji. James Vowles z Williamsa przyznał, że jest zszokowany tym, jak bardzo Mercedes okazał się sprytniejszy od swoich klientów. Andrea Stella z McLarena dodał, że praca polegająca na reagowaniu na dane dopiero po wyjeździe na tor nie przystoi standardom Formuły 1.
Toto Wolff został zmuszony do zorganizowania spotkania wyjaśniającego w Szanghaju, aby uciszyć narastający bunt. Szef Mercedesa przekonuje, że przewaga wynika z lepszej aerodynamiki bolidu W17 i efektywnego zarządzania energią, a nie z ukrywania parametrów silnika. Choć oficjalnie napięcie opadło, a kierowcy tacy jak Lando Norris zaczęli tonować wypowiedzi, w kuluarach wciąż mówi się o walce o równe szanse. Mercedes twierdzi, że wypełnia wszystkie zobowiązania regulaminowe, ale klienci muszą teraz sami szukać brakującego docisku.
