Kryzys w stolicy Hiszpanii pogłębia się z każdym tygodniem. Porażka z Getafe sprawiła, że **Real Madryt** traci już cztery punkty do prowadzącej Barcelony, a na trybunach Santiago Bernabeu doszło do scen, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe.
Po końcowym gwizdku poniedziałkowego starcia stadion wypełniły głośne okrzyki domagające się dymisji, które uciszyć próbowały dopiero klubowe głośniki. Co istotne, fani nie uderzyli w trenera, lecz bezpośrednio w **Florentino Pereza**. To już drugi raz w tym sezonie, gdy prezydent staje się celem publicznych ataków. Wcześniej podobne sceny miały miejsce sześć tygodni temu po meczu z Levante, który nastąpił po bolesnych porażkach w Superpucharze Hiszpanii oraz odpadnięciu z Copa del Rey z Albacete.
Koniec nietykalności prezydenta Realu Madryt
Sytuacja Alvaro Arbeloi staje się coraz trudniejsza, a raporty z Madrytu poddają w wątpliwość jego przyszłość po zakończeniu obecnych rozgrywek. Jeśli szkoleniowiec odejdzie, będzie to już czwarta zmiana na tym stanowisku w ciągu zaledwie dwóch lat. Kibice uważają jednak, że problem leży wyżej. Krytyka dotyczy przede wszystkim polityki transferowej, która zdaniem wielu nie przystaje do standardów klubu. Frustracja narasta, bo fani widzą w działaniach zarządu główną przyczynę słabej formy zespołu.
Warto przypomnieć, że podczas poprzednich protestów Arbeloa bronił Pereza, twierdząc, że osoby skandujące hasła przeciwko niemu nie są prawdziwymi kibicami Królewskich. Tym razem jednak gniew był ukierunkowany wyłącznie na lożę prezydencką, oszczędzając piłkarzy takich jak Jude Bellingham czy Vinicius Junior, którzy wcześniej również musieli mierzyć się z gwizdami. Tak otwarta niechęć wobec Pereza jest zjawiskiem niemal niespotykanym w ostatnich dziesięciu latach jego rządów w Madrycie.
