Ben Shelton pożegnał się z turniejem Cincinnati Open już na samym starcie, przegrywając w dwóch setach z Jaime Farią. Porażka Amerykanina wywołała ogromne poruszenie, ponieważ zaledwie kilka dni wcześniej w wielkim stylu sięgnął on po tytuł w Montrealu.
Występ Sheltona w Canadian Open był pokazem czystej dominacji. Reprezentant USA obronił tytuł sprzed roku, pokonując po drodze takich rywali jak Brandon Nakashima, Learner Tien, Jakub Mensik czy Joao Fonseca. Co najbardziej imponujące, przez cały turniej w Montrealu nie stracił ani jednego seta. Jednak przejście do rywalizacji w Cincinnati okazało się barierą nie do przeskoczenia, co ponownie otwiera dyskusję nad morderczym terminarzem ATP Tour.
Statystyki są nieubłagane i pokazują, że sukces w Kanadzie niemal gwarantuje porażkę w kolejnym tygodniu. W ciągu ostatnich pięciu lat aż czterech triumfatorów z Montrealu lub Toronto odpadało w Cincinnati już w pierwszej rundzie. Los Sheltona podzielali wcześniej Pablo Carreno Busta (2022), Jannik Sinner (2023) oraz Alexei Popyrin (2024). Jedynie w 2025 roku sam Shelton zdołał dotrzeć do ćwierćfinału, co i tak uznano za wynik ponad stan przy tak dużym obciążeniu organizmu.
Klątwa kalendarza i dziedzictwo Rafaela Nadala
Ostatnim zawodnikiem, który zdołał wygrać oba te prestiżowe turnieje rok po roku, był Rafael Nadal w 2013 roku. Od tego czasu nikt nie powtórzył tego wyczynu, a w całej historii tenisa dokonało tego zaledwie pięciu innych graczy, w tym Andre Agassi i Andy Roddick. Obecna struktura touru, zakładająca rozgrywanie dwóch turniejów rangi Masters 1000 bezpośrednio po sobie, stawia zwycięzców w fatalnym położeniu. Brak choćby tygodnia przerwy sprawia, że zawodnicy tacy jak Shelton wchodzą w kolejną drabinkę skrajnie wyczerpani, co promuje rezygnacje z gry przed US Open.
