Sto dwa opuszczone spotkania w ciągu zaledwie czterech lat to bilans, który zmusił władze Manchesteru United do natychmiastowej reakcji w sprawie kontraktu Lisandro Martineza. Klub zdecydował się aktywować klauzulę przedłużenia umowy o rok, aby zabezpieczyć rynkową wartość defensora, za którego zapłacono niegdyś 57 milionów funtów. Choć Argentyńczyk pozostaje ważną postacią w talii Michaela Carricka, jego przyszłość na Old Trafford wciąż stoi pod dużym znakiem zapytania.
Jak informuje Football Insider, włodarze z czerwonej części Manchesteru nie chcą ryzykować utraty zawodnika za darmo lub za ułamek jego wartości. Martinez wkroczył w ostatni rok swojej dotychczasowej umowy, co latem generowało liczne plotki o jego potencjalnym odejściu. Decyzja o przedłużeniu współpracy o dodatkowe dwanaście miesięcy jest ruchem czysto strategicznym, podobnym do tego, który niedawno zastosowano w przypadku Bruno Fernandesa.
Walka o zaufanie i zdrowie pod wodzą Carricka
Statystyki Argentyńczyka są bezlitosne – w Premier League rozgrywał kolejno 27, 11, 20 i 18 meczów na sezon, co rzadko pozwalało mu na złapanie odpowiedniego rytmu. Mimo to, gdy tylko jest zdrowy, niemal zawsze wybiega w podstawowym składzie, co potwierdzają dwa występy w trzech pierwszych kolejkach obecnej kampanii. Sztab szkoleniowy liczy, że obrońca odegra tak samo istotną rolę, jak w drugiej połowie ubiegłego sezonu, gdy pomógł drużynie wywalczyć trzecie miejsce w lidze.
Obecny sezon jest dla Martineza swoistym testem wytrzymałości, który zadecyduje o jego długoterminowym losie w klubie. Michael Carrick i zarząd United oczekują dowodów, że zawodnik potrafi zachować ciągłość gry przez wiele miesięcy bez kolejnych urazów. Jeśli Argentyńczyk nie udowodni swojej przydatności fizycznej, letnie okienko transferowe może stać się momentem, w którym obie strony ostatecznie zakończą tę pełną wzlotów i upadków współpracę.
