Liam Lawson przyznał, że w ułamku sekundy przygotował się na najgorsze. Widząc w lusterkach pędzącego Franco Colapinto, był pewien, że dojdzie do potężnego zderzenia. Nowe regulacje techniczne sprawiły, że bolid Racing Bulls niemal stanął w miejscu, podczas gdy rywale nadjeżdżali z pełną prędkością.
Problem tkwi w bateriach i skomplikowanym odzyskiwaniu energii na okrążeniu formującym. Przez niefortunne umiejscowienie linii pomiarowej w Melbourne, wielu kierowców ruszyło do wyścigu z pustymi akumulatorami. Przy obecnym podziale mocy, gdzie elektryka odpowiada za połowę osiągów, różnice w prędkości między autami stały się drastyczne i nieprzewidywalne dla zawodników.
Widmo tragicznego wypadku z 1982 roku
Eksperci i kierowcy natychmiast przypomnieli czarny scenariusz z GP Kanady sprzed lat. Wtedy Riccardo Paletti uderzył w unieruchomiony bolid Didiera Pironiego i zginął na miejscu. Max Verstappen nie gryzie się w język i nazywa obecną sytuację skrajnie niebezpieczną. Mistrz świata domaga się od FIA natychmiastowych zmian w procedurach startowych, by uniknąć powtórki z historii.
Mimo wyraźnego zagrożenia, w padoku brakuje jednomyślności. George Russell wskazuje, że niektóre zespoły blokują zmiany, licząc na utrzymanie przewagi wypracowanej dzięki lepszemu zrozumieniu nowych zasad. Z kolei szef Haas, Ayao Komatsu, ostrzega przed pochopnymi decyzjami. Jego zdaniem inżynierowie muszą po prostu nauczyć się zarządzać energią w ramach istniejących przepisów, zamiast wprowadzać chaos kolejnymi poprawkami.
