FC Barcelona znalazła się w ogniu oskarżeń po tym, jak hiszpańska federacja RFEF wszczęła nadzwyczajne postępowanie dyscyplinarne przeciwko klubowi. Jak donoszą media, sprawa dotyczy nielegalnych kontaktów z Julianem Alvarezem, napastnikiem Atletico Madryt. Katalończycy zostali już oficjalnie powiadomieni o śledztwie i muszą przygotować linię obrony przed poważnymi zarzutami.
Konflikt zaognił się podczas mistrzostw świata w 2026 roku, kiedy Alvarez publicznie przyznał, że transfer to najlepsza decyzja dla jego przyszłości. Atletico Madryt oskarża Barcelonę o prowadzenie kampanii nacisków i nękania zawodnika, który ma ważny kontrakt do 2030 roku. Szef klubu Miguel Angel Gil Marin dotrzymał słowa i skierował sprawę do organów dyscyplinarnych oraz FIFA, twierdząc, że przepisy transferowe zostały rażąco złamane.
Widmo drastycznych kar nad Camp Nou
Katalog potencjalnych kar dla Barcelony jest wyjątkowo dotkliwy i może bezpośrednio wpłynąć na losy mistrzostwa. Kodeks dyscyplinarny RFEF przewiduje nie tylko wysokie grzywny czy zamknięcie stadionu, ale nawet odjęcie trzech punktów w tabeli LaLiga. Najczarniejszy scenariusz zakłada zakaz rejestracji nowych zawodników przez co najmniej jedno okno transferowe, co całkowicie zrujnowałoby plany budowy składu przez Hansiego Flicka, dla którego Argentyńczyk jest priorytetem.
Prawnicy Barcelony zachowują spokój i twierdzą, że oskarżenia Atletico nie mają solidnych podstaw dowodowych. Klub utrzymuje, że wszelkie procedury zostały zachowane, a oficjalna oferta wpłynęła dopiero po publicznej deklaracji piłkarza. Kluczowym momentem będzie 10 sierpnia, kiedy Alvarez ma stawić się na treningu w Madrycie. Jego zachowanie tego dnia ostatecznie wyjaśni, czy transfer do stolicy Katalonii dojdzie do skutku, czy zakończy się w sądzie.
