Ćwierćfinał okręgowego Pucharu Polski między Marcovią Marki a rezerwami Polonii Warszawa już się zakończył, ale emocje wokół tego spotkania wcale nie opadły. Po wydarzeniach po końcowym gwizdku pojawiły się głosy, że sprawa nie powinna zakończyć się jedynie na internetowym oburzeniu.
Polonia II wygrała 2:1 i awansowała do półfinału, ale sportowy wynik szybko zszedł na dalszy plan. Według relacji publikowanych po meczu zawodnicy stołecznego klubu mieli być obrażani i zastraszani, a przez ponad godzinę czekali w szatni na przyjazd policji.
Najmocniejsze słowa padły jednak później. Jeden z opisujących sprawę użytkowników portalu X zwrócił uwagę, że podobne sytuacje nie są już pojedynczymi incydentami i zadał pytanie, czy dopiero poważna tragedia zmusi odpowiednie osoby do reakcji.
W jego relacji pojawiła się również sugestia, że przy kolejnej podobnej sytuacji agresja może pójść jeszcze dalej.
To samo podkreślił Emil Kot, aktualnie trener, ale również były zawodnik i osoba związana w przeszłości z Marcovią. Jego zdaniem sytuacja wokół części środowiska kibicowskiego zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku.
Kot zwrócił uwagę, że coraz częściej granica między rywalizacją a otwartą wrogością zaciera się również wobec osób, które nie mają nic wspólnego z chuligańskimi porachunkami.
Na ten moment nie ma jeszcze oficjalnych informacji o ewentualnych konsekwencjach wobec Marcovii ani decyzjach Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej.
Zabiorę głos bo to klub (Marcovia) z którym byłem związany i bardzo dużo im zawdzięczam. (Długi wpis). ⬇️
— Emil Kot (@EmilKot) October 8, 2026
Jestem lekko przerażony w którą stronę to zmierza.
Pamiętam jak jeszcze w czasach juniorów bez większych problemów trenowałem na obiektach Marcovii w koszulkach Polonii…

