Od 1 czerwca FIA wprowadza nowe testy silników Formuły 1, które mają definitywnie zamknąć lukę w przepisach dotyczącą stopnia sprężania. Mercedes znalazł sposób, aby omijać ograniczenia podczas pracy jednostki, co wywołało burzę w padoku. Choć Toto Wolff bagatelizuje sprawę, rywale widzą to zupełnie inaczej.
W sezonie 2026 stopień sprężania w silnikach spalinowych został zredukowany z 18:1 do 16:1, jednak pomiary odbywają się w temperaturze otoczenia. Mercedes opracował mechanizm pozwalający na zwiększenie tego parametru w trakcie jazdy. Toto Wolff twierdzi, że daje to zaledwie 2-3 konie mechaniczne zysku. Max Verstappen z Red Bulla wyśmiał te liczby, sugerując, że do tej wartości należy dopisać zero, a może nawet więcej. Ferrari, główny goniący Mercedesa, zachowuje jednak zaskakujący spokój w tej kwestii.
Plan Vasseura na dogonienie lidera
Fred Vasseur nie wierzy, że sama zmiana przepisów dotycząca sprężania wywróci układ sił do góry nogami. Szef Ferrari upatruje szansy w mechanizmie ADUO, który pozwala na dodatkowy rozwój silnika producentom tracącym od 2 do 4 procent mocy do lidera. Po odwołaniu wyścigów na Bliskim Wschodzie, kluczowe ewaluacje nastąpią po GP Monako, GP Holandii oraz GP Meksyku. To właśnie wtedy stajnia z Maranello zamierza wprowadzić poprawki, które realnie zniwelują dystans do srebrnych strzał.
Obecnie strata Ferrari do Mercedesa jest wyraźna, szczególnie w kwalifikacjach, gdzie wynosi średnio sześć dziesiątych sekundy. Vasseur przyznaje, że deficyt jest widoczny głównie na prostych, ale ostrzega przed skupianiem się tylko na silniku. Według niego kluczem jest zarządzanie energią, aerodynamika i praca opon. Ferrari traci już 31 punktów do lidera w klasyfikacji konstruktorów, ale intensywnie pracuje nad każdym elementem bolidu, by odrobić straty po czerwcowej weryfikacji mocy jednostek napędowych.
