Mercedes dominował w kwalifikacjach, ale tuż po zgaśnięciu czerwonych świateł zaczynał się dramat. Zespół seryjnie tracił wypracowane pozycje, a Kimi Antonelli regularnie spadał w głąb stawki. Przed wyścigiem w Kanadzie ekipa ani razu nie zdołała utrzymać prowadzenia po pierwszym okrążeniu, mimo startów z pole position. Problem stał się na tyle palący, że inżynierowie z Brackley musieli natychmiast znaleźć rozwiązanie, by nie marnować potencjału bolidu.
Analiza wykazała, że winowajcą nie był tylko sprzęt, ale brak powtarzalności. Choć McLaren korzysta z tego samego silnika, radził sobie znacznie lepiej dzięki własnej skrzyni biegów i krótszym przełożeniom. W Mercedesie problemem była niespójność. Czasami strata była minimalna, innym razem bolid niemal stawał w miejscu. W Australii błąd inżynierów uniemożliwił Antonellemu rozgrzanie opon, a w Miami źle oszacowano przyczepność toru, co kompletnie rozregulowało parametry startowe.
Nowa konstrukcja w kokpicie i poprawki oprogramowania
Aby zaradzić kryzysowi, Mercedes uderzył w dwa punkty. Zespół przebudował oprogramowanie sterujące momentem obrotowym i pracą sprzęgła, czyniąc system bardziej odpornym na błędy. Sam Antonelli zdecydował się na modyfikację mechaniczną. Kierowca otrzymał nową dźwignię sprzęgła o zmienionej ergonomii. Choć to nadal konstrukcja jednoramienna, nowe gniazda na palce pozwalają na znacznie precyzyjniejsze wyczucie punktu styku, co ma kluczowe znaczenie przy ułamkach milimetrów ruchu dłoni.
Efekty prac pojawiły się błyskawicznie podczas weekendu w Kanadzie. George Russell popisał się tam atomowym startem w sprincie, który uznano za jeden z najlepszych w czołówce. Antonelli potwierdził, że zmiany w oprogramowaniu i nowa dźwignia pomogły mu odzyskać pewność siebie. System stał się bardziej solidny, co w trudnych, deszczowych warunkach pozwoliło uniknąć kolejnej kompromitacji na starcie. Mercedes w końcu przestał być łatwym celem dla rywali tuż po starcie.
