Choć ekipę Lecha Poznań i Legii Warszawa dzieli w tabeli przepaść, Marek Papszun przyjeżdża na Bułgarską z jasnym planem na taktyczny paraliż gospodarzy. Wypracowana wiosną odporność na ligową czołówkę ma być dla gości przepustką do uciszenia trybun faworyta.
Choć tabela Ekstraklasy sugeruje ogromny dystans między obiema ekipami, nastroje w obozie gości dalekie są od rezygnacji. Warszawiacy w rundzie wiosennej stali się „koszmarem faworytów”, urywając punkty Jagiellonii, Rakowowi czy GKS-owi Katowice. Marek Papszun, pytany o to, czy Lech powinien obawiać się jego zespołu, stawia sprawę jasno:
„Nie wiem czy drżeć, ale myślę, że Lech czuje do nas szacunek. Wyniki pokazują, że jesteśmy stabilni i ciężko z nami wygrać”.
Zdaniem szkoleniowca różnica miejsc to tylko matematyka, która na boisku może nie mieć znaczenia, zwłaszcza że Legia wciąż potrzebuje punktów, by definitywnie zapewnić sobie ligowy byt.
„Sytuacja jest specyficzna, bo to koniec rozgrywek i wszystko się decyduje” – dodaje Papszun.
Niels Frederiksen spodziewa się, że goście postawią na agresywny pressing i wyjątkowo szczelną obronę, co zwiastuje mecz walki o każdy metr murawy. Warszawski sztab nie zamierza jednak ograniczać się wyłącznie do destrukcji. Marek Papszun zapowiada, że jego zespół posiada gotowe scenariusze na każdą postawę Lecha – od głębokiej defensywy po „warianty ultraofensywne”.
Strategia gości ma być elastyczna i oparta na natychmiastowym reagowaniu na ruchy lidera.
„Przygotowujemy się pod kątem taktycznym jak do każdego meczu. Opieramy strategię na naszych działaniach, ale Lech jest oczywiście w tle” – deklaruje trener Legii.
