Bohdan Wjunnyk miał stopniowo wchodzić do zespołu Marka Papszuna, ale przed meczem z Wisłą Kraków zabrakło go nawet w kadrze. Sam zawodnik wyjaśnił, co stanęło na przeszkodzie i kiedy może wrócić do gry.
Dla 24-latka to szczególnie niewygodny moment. Do Legii trafił po to, by zwiększyć rywalizację w ofensywie, ale na razie nie zdążył jeszcze na dobre zaznaczyć swojej obecności. W barwach stołecznego klubu zaliczył jedynie krótki epizod przeciwko Widzewowi Łódź.
Teraz wiadomo już, dlaczego zabrakło go w spotkaniu z Wisłą.
– Wróciłem do optymalnej formy i mogłem już w stu procentach pomagać drużynie. Niestety uraz z Koroną mi to uniemożliwił. Dostałem zastrzyk i mam nadzieję, że na następny mecz będę już gotowy – wyjaśnił w klubowych mediach.
Każda kolejna przerwa utrudnia zawodnikowi przebicie się do rotacji w zespole, który dobrze wszedł w sezon i nie ma potrzeby dokonywać gwałtownych zmian.
A przecież jeszcze kilka tygodni temu to właśnie Wjunnyk był jednym z transferów, o które Legia zabiegała najmocniej. Ukrainiec bardzo chciał trafić do Warszawy i nie zdecydował się na inny kierunek, choć zainteresowana była m.in. Korona Kielce. Ostatecznie Legia dopięła wypożyczenie z Lechii Gdańsk dopiero na początku września.
W umowie znalazła się opcja wykupu, która może sięgnąć 800 tys. euro. To pokazuje, że przy Łazienkowskiej traktowano ten ruch poważnie. Problem w tym, że na razie Wjunnyk nie dostał jeszcze ciągu meczów, na podstawie którego można byłoby ocenić, ile naprawdę może dać drużynie.
Najbliższa szansa może pojawić się 17 października przeciwko Cracovii.

