Kolejny występ Venus Williams na korcie zakończył się bolesnym rozczarowaniem i falą krytyki pod adresem organizatorów turniejów. Amerykanka przegrała czternasty mecz z rzędu, co stawia pod znakiem zapytania sens dalszego przyznawania jej dzikich kart.
Podczas turnieju Cincinnati Open 46-letnia legenda tenisa uległa Kolumbijce Emilii Arango 2:6, 2:6. Rywalka, zajmująca 95. miejsce w rankingu WTA, nie miała problemów z pokonaniem utytułowanej przeciwniczki, która w całym 2026 roku nie wygrała jeszcze ani jednego spotkania singlowego. Bilans Williams w tym sezonie jest druzgocący: osiem meczów i zaledwie trzy ugrane sety. Ostatni raz smak zwycięstwa poczuła rok temu w Waszyngtonie, pokonując Peyton Stearns.
Dramatyczna seria i walka o ubezpieczenie
Sytuacja Williams budzi coraz większe kontrowersje w środowisku tenisowym.
Sama zawodniczka zdaje się nie przejmować fatalną passą i podkreśla, że rywalizacja wciąż sprawia jej przyjemność. „Czuję się świetnie. Jeśli jest jedna rzecz, którą wiem, to fakt, że nigdy nie jest się zbyt młodym ani zbyt starym, by wygrywać lub przegrywać. Wygrana i przegrana nie znają wieku” – przyznała Williams po ostatnim występie. Dodała również, że sport uczy pokory i głodu walki, a gra przed własną publicznością, która wspierała ją do samego końca, była dla niej świetną zabawą.
Mimo optymizmu zawodniczki, liczby są nieubłagane. Venus nie wygrała turnieju WTA od lutego 2016 roku, a w finale Wielkiego Szlema ostatni raz zameldowała się dziewięć lat temu na Wimbledonie. Obecnie Amerykanka niebezpiecznie zbliża się do rekordu Sandy Collins i Arantxy Rus, które zanotowały po 17 porażek z rzędu. Choć nazwisko Williams wciąż przyciąga kibiców, jej sportowa forma jest cieniem dawnej wielkości, co rodzi pytania o blokowanie ścieżki rozwoju młodszym tenisistkom.
Nadchodzący US Open może być jednym z ostatnich momentów, by zobaczyć Venus na wielkiej scenie, gdzie wystąpi w deblu ze swoją siostrą Sereną. Będzie to wydarzenie sentymentalne, jednak eksperci podkreślają, że legenda tej klasy nie powinna kończyć kariery, stając się dostarczycielką punktów dla zawodniczek z końca pierwszej setki rankingu. Williams musi udowodnić, że wciąż ma coś do zaoferowania na korcie, by uciszyć głosy domagające się zakończenia ery dzikich kart.
