Michael Carrick, który jeszcze kilka miesięcy temu był wychwalany za ustabilizowanie Manchesteru United, dziś mierzy się z największym kryzysem w swojej trenerskiej karierze. Optymizm z początku sezonu 2026/27 wyparował błyskawicznie, ustępując miejsca wynikom, które spychają klub w otchłań ligowej tabeli.
Sytuacja na Old Trafford jest alarmująca. Czerwone Diabły zajmują dopiero 12. miejsce w Premier League, mając na koncie zaledwie jedno zwycięstwo w pięciu meczach. Pięć punktów na tym etapie rozgrywek to wyrównanie najgorszego startu w historii występów klubu w tej lidze. Jakby tego było mało, zespół odpadł już z EFL Cup po kompromitującej porażce 2:3 z Brighton & Hove Albion, mimo prowadzenia dwoma golami. To pierwszy taki przypadek na własnym stadionie od 1976 roku.
Taktyczny upór i brak intensywności
Jednym z głównych zarzutów wobec Carricka jest jego upór w ustawianiu Matheusa Cunhy jako „fałszywej dziewiątki”. Brazylijczyk w tej roli wygląda na odizolowanego i stłamszonego, co potwierdził niedzielny remis 1:1 z Fulham. Dopiero po zejściu Marcusa Rashforda i przejściu Cunhy na lewe skrzydło, zawodnik odżył i strzałem z dystansu uratował punkt. Choć Benjamin Sesko nie jest gotowy do gry w każdym meczu, to Bryan Mbeumo wydaje się znacznie lepszą opcją na środku ataku niż były gracz Wolves.
Największym problemem wydaje się jednak przygotowanie fizyczne, a raczej jego brak. Youri Tielemans w rozmowie z Rio Ferdinandem wyjawił, że podczas okresu przygotowawczego zespół niemal nie pracował nad kondycją, skupiając się wyłącznie na posiadaniu piłki. Efekty są opłakane: w meczu z Fulham piłkarze United przez blisko 53% czasu gry bez piłki po prostu spacerowali. Gary Neville nie gryzł się w język, nazywając postawę zawodników „prawdziwą hańbą” i porównując ich do nieruchomych manekinów.
Statystyki potwierdzają tezy Neville'a – Manchester United zajmuje ostatnie miejsce w lidze pod względem liczby sprintów oraz dystansu pokonanego z wysoką intensywnością. Carrick mimo to publicznie broni swoich podopiecznych. „Wiem, że stać nas na więcej, ale nie jestem przygnębiony, bo widzę też dobre sygnały” – stwierdził po meczu z Fulham. Jeśli jednak przerwa reprezentacyjna nie przyniesie resetu, historyczny kredyt zaufania wobec Anglika może zostać wyczerpany jeszcze przed październikiem.
