Real Madryt rozbił Manchester City 3:0 w Lidze Mistrzów, a głównym architektem tego sukcesu został Fede Valverde. Urugwajczyk rozegrał partię, która przejdzie do historii nie tylko ze względu na wynik, ale przede wszystkim na rzadko spotykany wyczyn indywidualny.
Dziennik L’Équipe, znany z niezwykle surowego oceniania piłkarzy, przyznał Valverde najwyższą możliwą notę „10”. To wydarzenie bez precedensu, biorąc pod uwagę, że w całej historii gazety taką ocenę otrzymało wcześniej zaledwie 19 zawodników. Pomocnik Realu Madryt ustrzelił w pierwszej połowie hat-tricka, prezentując przy tym niespotykaną inteligencję w poruszaniu się po boisku oraz techniczną jakość, którą francuscy dziennikarze określili mianem stratosferycznej. Każdy z jego goli łączył w sobie finezję i precyzję.
Występ życia i miejsce w panteonie gwiazd
Poza trzema bramkami Valverde wykonał tytaniczną pracę w defensywie. Statystyki pokazują, że odzyskał niezliczoną liczbę piłek, łatając dziury po błędach Trenta Alexandra-Arnolda. Co więcej, przez całe spotkanie nie zanotował ani jednej straty. Sam zawodnik przyznał po końcowym gwizdku, że starcie z mistrzami Anglii było najlepszym meczem w jego dotychczasowej karierze. Dołączył tym samym do takich graczy jak Joao Neves czy Desire Doue z PSG, którzy jako ostatni mogli cieszyć się z perfekcyjnej noty od Francuzów.
