Novak Djoković wyrasta na największą zagadkę nadchodzącego Roland Garros. Serb bije się z myślami po sensacyjnej porażce w Rzymie z Dino Prizmiciem. Czy 39-letni lider zdecyduje się na drastyczny krok i odpuści start w Paryżu?
Sytuacja Djokovicia jest krytyczna, ponieważ od stycznia rozegrał zaledwie cztery mecze o stawkę. Brak rytmu meczowego na mączce oraz nawracające problemy zdrowotne sprawiają, że jego szanse na 25. wielkoszlemowy tytuł drastycznie maleją. Tenisista przyznał wprost, że frustruje go nowa rzeczywistość, w której niemal przed każdym turniejem zmaga się z urazami. Zamiast szukać formy w mniejszych turniejach ATP 250, Serb woli skupić się na treningach, co czyni go niezwykle podatnym na porażki w pierwszych rundach.
Wszystko postawione na jedną kartę
Wycofanie się z French Open ma być strategicznym ruchem, który pozwoli Djokoviciowi zyskać miesiąc na regenerację i przygotowania do Wimbledonu. To właśnie na trawiastych kortach w Londynie widzi on swoją największą szansę na wyprzedzenie Margaret Court w klasyfikacji wszech czasów. Plan zakłada występy w Halle lub Queen’s Clubie, o ile zdrowie na to pozwoli. Obecnie Serb operuje na minimalnym grafiku startów, co jest bezprecedensowe w historii walki o najwyższe cele w tenisie.
Djoković potwierdził już, że nie zagra w żadnym dodatkowym turnieju przed wylotem do Paryża. Choć w styczniu zachwycił świat, pokonując Jannika Sinnera w drodze do finału Australian Open, obecna dyspozycja fizyczna stawia pod znakiem zapytania jego zdolność do wygrania siedmiu pięciosetowych pojedynków z rzędu. Tenisista sam przyznaje, że występy w obecnym stanie są jego świadomą decyzją, ale narastająca frustracja może doprowadzić do rezygnacji z walki na kortach imienia Rolanda Garrosa.
