To miał być rutynowy przelot z Dubaju do Kalifornii, a zamienił się w walkę z czasem i niebezpieczeństwem. Daniił Miedwiediew, Andriej Rublow oraz Karen Chaczanow znaleźli się w pułapce po eskalacji konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie. Ataki na bazy amerykańskie doprowadziły do paraliżu nieba nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.
Sytuacja stała się krytyczna tuż po zakończeniu turnieju w Dubaju, gdzie Miedwiediew świętował zwycięstwo po kreczu Tallona Griekspoora. Zamiast spokojnej podróży na Indian Wells Open, ponad 40 osób związanych z ATP, w tym czołowi rosyjscy zawodnicy, otrzymało nakaz pozostania w hotelach. Odwołane loty i zamknięta przestrzeń powietrzna postawiły pod znakiem zapytania ich start w prestiżowym turnieju ATP Masters 1000 w Stanach Zjednoczonych, zmuszając organizatorów do podjęcia radykalnych kroków ratunkowych.
Ewakuacja przez granicę i specjalny lot do Turcji
Operacja wydostania tenisistów z zagrożonego regionu wymagała skomplikowanej logistyki i zgody na transport lądowy. Zawodnicy wyruszyli w wyczerpującą trasę samochodem w stronę granicy z Omanem, skąd dopiero po długim oczekiwaniu pozwolono na start maszyny. Marina Marinenko, matka Andrieja Rublowa, potwierdziła w rozmowie z RIA Novosti, że dla Miedwiediewa, Chaczanowa i ich sztabów zorganizowano specjalny lot, który po ponad sześciu godzinach bezpiecznie wylądował w Stambule, otwierając im drogę do Los Angeles.
Mimo ogromnego zmęczenia i chaosu komunikacyjnego, rosyjskie trio ma szansę wystąpić w Indian Wells. Pomoc ATP w organizacji transportu okazała się kluczowa, a fakt, że wszyscy trzej są rozstawieni, daje im dodatkowy czas na regenerację. Dzięki wolnemu losowi w pierwszej rundzie, ich mecze zaplanowano dopiero na piątek i sobotę, co pozwala wierzyć, że dramatyczna podróż przez Oman i Turcję nie wykluczy ich z walki o tytuł w Kalifornii.
