Emma Raducanu nie przestaje zaskakiwać swoimi decyzjami personalnymi. Po styczniowym rozstaniu z Francisco Roigiem brytyjska tenisistka ponownie znalazła się w punkcie wyjścia, szukając stabilizacji w swoim sztabie szkoleniowym. Tymczasowym rozwiązaniem na turnieje w Indian Wells i Miami ma być powrót Marka Petcheya, jednak eksperci alarmują, że krótkofalowe współprace nie przyniosą oczekiwanych efektów w budowaniu formy mistrzyni US Open z 2021 roku.
Głównym powodem zakończenia współpracy z Roigiem miały być rozbieżności dotyczące taktyki, którą Hiszpan próbował narzucić zawodniczce. Raducanu, mimo bliskiej relacji z Jane O’Donoghue, nigdy nie zdecydowała się na zatrudnienie kobiety w roli pełnoetatowej trenerki. Naomi Cavaday, była zawodniczka WTA, twierdzi, że w środowisku tenisowym wciąż pokutuje zakorzenione przekonanie, iż to mężczyźni powinni stać na czele sztabów, co może ograniczać rozwój młodej gwiazdy.
Trudne zarządzanie statusem supergwiazdy
Prowadzenie Emmy Raducanu to wyzwanie wykraczające poza czysto sportowe aspekty. Cavaday podkreśla, że nowy trener musi nie tylko posiadać ogromne doświadczenie w pracy z wielkimi nazwiskami, ale także umiejętnie zarządzać statusem supergwiazdy, jaki posiada Brytyjka. Większość szkoleniowców ma swój sztywny styl, podczas gdy Raducanu potrzebuje kogoś, kto dostosuje się do jej wizji gry i nada jej karierze właściwy kierunek na dłuższy czas.
Obecnie na rynku brakuje trenerek, choć przykłady Conchity Martínez pracującej z Mirrą Andriejewą pokazują, że kobieca perspektywa przynosi sukcesy. Zdaniem Cavaday wiele byłych tenisistek nie otrzymuje ofert pracy, mimo posiadanej wiedzy o specyfice kobiecego touru. Raducanu musi teraz zdecydować, czy kontynuować drogę z Petcheyem, czy poszukać kogoś, kto w pełni poświęci się jej projektowi i pomoże odzyskać dawną pewność siebie na korcie.
