FC Barcelona sięga po coraz bardziej nietypowe rozwiązania, by ograniczyć handel autografami swoich piłkarzy. Według dziennika „SPORT” klub wykorzystuje drony i sztuczną inteligencję do monitorowania osób gromadzących się przy wyjściach z ośrodka treningowego.
System ma pomagać w ocenie, gdzie czeka najwięcej ludzi. Dzięki temu zawodnicy mogą wybierać mniej zatłoczone wyjazdy i unikać miejsc, w których regularnie pojawiają się osoby polujące na podpisy.
To niejedyny sposób. Część piłkarzy zaczęła także personalizować autografy. Przed złożeniem podpisu pytają o imię i dopisują dedykację, co ma utrudnić późniejszą odsprzedaż koszulki.
Barcelona zdecydowała się na takie działania po tym, jak zawodnicy zorientowali się, że pod ośrodkiem regularnie pojawiają się osoby traktujące autografy jako sposób na zarobek. Według „SPORT-u” mechanizm jest prosty: koszulka kupiona za około kwotę ok. 20-30 euro po zdobyciu podpisu może zostać wystawiona na sprzedaż za 300–400 euro.
Problem nie dotyczy wyłącznie Barcelony. Z podobnym zjawiskiem mierzy się wiele klubów, zwłaszcza tych posiadających w swoich kadrach najbardziej rozpoznawalnych zawodników. Autograf przestał być w takich przypadkach wyłącznie pamiątką dla kibica i stał się towarem, na którym można zarobić wielokrotność ceny samej koszulki.
Kluby i piłkarze próbują reagować na różne sposoby. Jedni ograniczają możliwość bezpośredniego kontaktu przy ośrodkach treningowych, inni starają się rozpoznawać osoby pojawiające się regularnie z dużą liczbą przedmiotów do podpisania. Barcelona poszła w bardziej technologiczne rozwiązanie, łącząc monitoring z możliwością szybkiego wyboru mniej zatłoczonych wyjazdów.
Sami zawodnicy mają przy tym trudne zadanie. Nie chcą całkowicie odcinać się od kibiców, którzy rzeczywiście liczą na pamiątkę ze spotkania z piłkarzem, a jednocześnie próbują ograniczyć działalność osób zbierających podpisy wyłącznie w celach zarobkowych.

