Atletico Madryt wyrasta na najtrudniejszego negocjatora dla Barcelony w wyścigu o podpis Juliana Alvareza. Choć 18-letni napastnik jest priorytetem dla Joana Laporty, madrycki klub nie zamierza ułatwiać zadania rywalom z Katalonii. Jak donoszą media, relacje między klubami są napięte, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość Argentyńczyka w LaLiga.
Władze Atletico Madryt czują frustrację z powodu ciągłych prób Barcelony, która chce przekonać Alvareza do przeprowadzki. Klub ze stolicy Hiszpanii nie zamierza dobijać targu z Dumą Katalonii, mimo że kontrakt Roberta Lewandowskiego wygasa i Barcelona desperacko szuka nowej dziewiątki. Sytuację komplikuje fakt, że relacje z dyrektorem sportowym Mateu Alemany'm uległy pogorszeniu po tym, jak Laporta zastąpił go Deco. Barcelona wie, że tylko zdecydowany nacisk ze strony samego piłkarza mógłby otworzyć drogę do transferu.
Premier League wchodzi do gry z ofertą 150 mln euro
Mimo że planem Atletico jest zatrzymanie gwiazdy i przedłużenie kontraktu obowiązującego do 2029 roku, klub może rozważyć sprzedaż pod jednym warunkiem. Los Rojiblancos są gotowi usiąść do rozmów, jeśli pojawi się oferta rzędu 150 mln euro z Premier League. Zainteresowanie zawodnikiem wykazują Arsenal oraz Chelsea. Taka kwota oznaczałaby dwukrotność ceny, jaką Atletico zapłaciło za napastnika, co czyni ewentualną przeprowadzkę do Anglii znacznie bardziej prawdopodobną niż transfer na Camp Nou.
W tle wielkich transferowych przymiarek dochodzi do historycznych zmian w strukturach Atletico Madryt. Apollo oficjalnie zostaje większościowym udziałowcem klubu, co kończy erę dominacji Miguela Angela Gila Marina i Enrique Cerezo. Choć obaj pozostaną w klubie, nowa struktura właścicielska może wpłynąć na strategię negocjacyjną. Jednocześnie Barcelona szuka alternatyw, a w Madrycie doszło do spotkania z przedstawicielami Manchesteru City w sprawie Erlinga Haalanda, co pokazuje, że rynek transferowy wchodzi w fazę wrzenia.
