To był tydzień pełen paradoksów w hiszpańskim futbolu. Barcelona zachwyciła stylem, ale odpadła z Pucharu Króla, podczas gdy Atletico Madryt świętuje awans do finału po raz pierwszy od 13 lat, mimo że w rewanżu dało się zdominować. Na ligowych boiskach doszło do trzęsienia ziemi, które zakończyło historyczną serię Realu Madryt.
Hansi Flick zaskoczył wszystkich, gdy w pogoni za wynikiem posłał Ronalda Araujo do linii ataku na ostatnie 20 minut meczu z Atletico. Choć Barcelona agresywnie pressowała i całkowicie zdominowała rywala, brak formy Roberta Lewandowskiego i Ferrana Torresa okazał się barierą nie do przejścia. Diego Simeone po meczu przyznał wprost, że cierpienie jest wpisane w DNA jego drużyny. Atletico przetrwało oblężenie i jedzie do Sewilli, choć ich defensywna postawa w rewanżu była bliska katastrofy.
Historyczny triumf Getafe i trenerska giełda
Jose Bordalas dokonał niemożliwego, prowadząc Getafe do pierwszego zwycięstwa na Santiago Bernabeu od 18 lat. Real Madryt był bezradny wobec perfekcyjnie zorganizowanej defensywy gości. Bohaterem wieczoru został Martin Satriano, którego cudowny wolej zapewnił wygraną 1:0 i doprowadził samego strzelca do łez wzruszenia. Królewscy nie znaleźli odpowiedzi na plan Bordalasa, który w swojej karierze potrafił już ograć każdy zespół w lidze, a tym razem upokorzył ekipę Alvaro Arbeloi przed własną publicznością.
Na dole tabeli panuje chaos organizacyjny. Mallorca zwolniła Jagobę Arrasate, co wprawiło szatnię w stan żałoby, utrudniając start Martinowi Demichelisowi. Jeszcze większy skandal wybuchł w Alaves. Chacho Coudet w czwartek przysięgał na życie swoich dzieci, że nie kontaktował się z River Plate, by zaledwie kilka dni później zostać oficjalnie zaprezentowanym jako trener argentyńskiego giganta. Jego miejsce zajął Quique Sanchez Flores, który ma ratować ligowy byt zespołu mającego zaledwie trzy punkty przewagi nad strefą spadkową.
