Jannik Sinner wygrał z Daniiłem Miedwiediewem w półfinale turnieju w Rzymie, ale wokół tego spotkania narosło mnóstwo kontrowersji. Kibice w mediach społecznościowych sugerują, że reprezentant gospodarzy był faworyzowany przez organizatorów. Sam Querrey, były numer 11 światowego rankingu, postanowił uciąć te spekulacje. Amerykanin twierdzi, że teorie o spisku mającym pomóc Włochowi są całkowicie bezpodstawne i wynikają z niezrozumienia procedur turniejowych.
Głównym punktem zapalnym była przerwa medyczna, którą Sinner wziął w trzecim secie przy stanie przełamania na swoją korzyść. Wyglądało na to, że 24-latek zmaga się ze skurczami, co według przepisów ATP nie uprawnia do przerwy medycznej poza zmianą stron. Chwilę później mecz przerwano z powodu deszczu, a zawodnicy wrócili do gry dopiero następnego dnia. Miedwiediew nie krył frustracji taką decyzją, co podsyciło głosy o preferencyjnym traktowaniu lidera gospodarzy w stolicy Włoch.
Problem z przepisami i widmo pozwów sądowych
Querrey zauważa, że odróżnienie skurczów od kontuzji jest dla fizjoterapeutów niemal niemożliwe. Zawodnik może skłamać, zgłaszając ostry ból mięśnia, aby otrzymać pomoc. Jeśli jednak terapeuta odmówi interwencji, uznając, że to tylko skurcze, a tenisista dozna później poważnego urazu, ATP może narazić się na ogromne problemy prawne. Zdaniem Querreya brak jasnego rozwiązania tej kwestii sprawia, że federacja stoi przed ryzykiem kosztownych pozwów ze strony poszkodowanych graczy.
Ekspert wyjaśnił również, dlaczego mecz przerwano akurat w tamtym momencie. Decyzje o odwołaniu gier zapadają na podstawie prognoz pogody, a nie chęci pomocy konkretnemu zawodnikowi. Jeśli radar pokazuje opady trwające kilka godzin, sędziowie odsyłają tenisistów do hoteli, by nie trzymać ich na korcie do późnej nocy. Sinner ostatecznie dokończył spotkanie kolejnego dnia, wygrywając starcie z Rosjaninem i kontynuując swoją serię zwycięstw w turniejach rangi Masters 1000.
