Mercedes wyrasta na głównego faworyta do tytułu w nowej erze Formuły 1, ale ostatnie tygodnie obnażyły słabość ich ryzykownej strategii. James Allison, dyrektor techniczny zespołu, przyznał, że ekipa znajduje się obecnie w trudnym położeniu względem najgroźniejszych rywali.
Model W17 okazał się najszybszą maszyną w stawce, co potwierdziło osiem zwycięstw w pierwszych jedenastu wyścigach sezonu 2026. Sukces ten był możliwy dzięki przesunięciu momentu zamrożenia projektu bolidu na rekordowo późny termin. Mercedes zaryzykował brak jakiegokolwiek marginesu błędu w produkcji, aby wdrożyć jak najwięcej poprawek aerodynamicznych już na start w Australii. To dało im ogromną przewagę na początku, ale jednocześnie sprawiło, że zespół „wystrzelał się” z pomysłów na kolejne miesiące, podczas gdy konkurencja dopiero szykowała swoje uderzenie.
Wyścig zbrojeń nabiera tempa
Obecnie tempo rozwoju bolidów jest zawrotne i wynosi około pół sekundy na każde dwa miesiące pracy w tunelu aerodynamicznym. Allison zauważa, że Ferrari i McLaren, które wcześniej wprowadziły swoje pakiety poprawek w Barcelonie i na Węgrzech, zdołały zniwelować stratę do lidera. Mercedes musiał czekać na uzupełnienie własnych zasobów projektowych, co uczyniło ich podatnymi na ataki. Inżynierowie z Brackley wierzą jednak, że kolejna porcja nowych części przywróci im dominującą pozycję, którą cieszyli się na samym początku tegorocznych zmagań.
Sytuacja wewnątrz zespołu jest napięta, co potwierdzają słowa samego dyrektora technicznego o tempie rozwoju, które jest sześciokrotnie wyższe niż w poprzednich latach. James Allison nie ukrywa, że obecny moment sezonu jest dla ekipy wyjątkowo trudny pod względem psychologicznym.
„Byliśmy uzbrojeni w świetne osiągi, ale wszystko to zostało zużyte. Teraz napełniamy nasze zbiorniki, aby dać z siebie więcej. Bycie o pół kroku za cyklem rozwojowym oznacza, że przewaga pół sekundy może zniknąć w mgnieniu oka. To przerażające uczucie” – przyznał James Allison. Inżynier podkreślił jednocześnie, że zespół musi przetrwać te trudne chwile, gdy inni wprowadzają swoje nowości, czekając na moment, aż ich własne poprawki przywrócą status quo.
