Po końcowym gwizdku w Częstochowie w szeregach Górnika Zabrze panowała ogromna radość. Zabrzanie pokonali Raków, a jednym z zawodników, którzy podzielili się swoimi przemyśleniami, był kapitan drużyny, Erik Janża. Jego wypowiedzi – cytowane przez oficjalną stronę Górnika – mogą zaskoczyć kibiców, bo obrońca przyznał, że od początku miał w sobie przekonanie, iż spotkanie zakończy się po myśli Trójkolorowych.

Trzy punkty na trudnym terenie
– Wiedzieliśmy, że gramy na bardzo trudnym terenie, choć Górnik tutaj już przecież wygrywał. Trener Gasparik też już grał z Rakowem prowadząc Spartak Trnava. Naprawdę nas dobrze przygotował przez ostatni czas. Dziś każdy zostawił kawał serducha. Było dużo walki, a w pierwszej połowie była też bardzo dobra gra. To my byliśmy groźniejsi – mówił Janża, cytowany przez oficjalną stronę zabrzan.
Kapitan podkreślił, że choć druga połowa wyglądała zupełnie inaczej i to gospodarze mocniej nacisnęli, zespół zachował koncentrację i potrafił przetrwać trudne chwile.
– Raków zagrał inaczej. Nacisnął nas, miał dużo wrzutek. My jednak dobrze broniliśmy się. Szacunek dla każdego z kolegów i całego sztabu – zaznaczył.
Przeczucie od samego początku
Nie brakowało w jego wypowiedzi szczerości związanych z najtrudniejszymi momentami oraz tym, co… warto byłoby poprawić.
– Nie miałem poczucia, że jest bardzo groźnie pod naszą bramką. Było dużo wrzutek, a oni mieli przewagę wzrostową. Trochę cierpieliśmy. Powinniśmy nieco dłużej utrzymywać się przy piłce, bo bronić się cały czas przed Rakowem nie jest łatwo. Pokazaliśmy jednak charakter i walczyliśmy. Każdy dał tyle, ile miał – powiedział.
Najmocniej wybrzmiały jednak słowa, które mogą zaskoczyć kibiców.
– Czułem jednak, że wygramy ten mecz, że nie stracimy bramki – przyznał Janża, pokazując tym samym, jak dużą pewność siebie i wiarę miał w zespół nawet w momentach największej presji.
Górnikowi zwycięstwo w Częstochowie pozwoliło zdobyć komplet oczek, który pozwolił drużynie znaleźć się na drugim miejscu w tabeli Ekstraklasy. Raków z kolei obecnie jest w strefie spadkowej. Mimo słabej dyspozycji częstochowian, pozycja Marka Papszuna w roli szkoleniowca nie wydaje się być zagrożona.

