Mimo determinacji Leonardo Rochy, który dla pozostania w Lubinie był gotów wraz ze swoim otoczeniem zrezygnować z należnych prowizji, Zagłębie nie zdecydowało się na wykupienie zawodnika z Rakowa Częstochowa. O fiasku operacji opiewającej na blisko milion euro przesądziły ostatecznie relatywnie niewielkie rozbieżności finansowe oraz… brak zgody rady nadzorczej miedziowego klubu.

Czy „amatorka” zablokowała wykup gwiazdy?
Kulisy niedoszłego transferu Leonardo Rochy do Lubina odsłaniają obraz negocjacji, które w środowisku sportowym wielu określiłoby mianem „amatorki”. Jak wynika z ustaleń Szymona Janczyka z portalu Weszlo, sprawa wydawała się niemal przesądzona – Zagłębie miało w ręku jasną opcję wykupu opiewającą na 900 tysięcy euro. Raków Częstochowa, chcąc definitywnie uregulować status zawodnika, skrócił jego wypożyczenie, licząc na szybki finał transakcji. Wówczas jednak lubinianie podjęli ryzykowną próbę zbicia ceny, co doprowadziło do paraliżu rozmów.
Szczególnie uderzający jest fakt, że przy operacji wartej blisko milion euro, kością niezgody stała się kwota 50 tysięcy euro. Skala determinacji Rocha, by pozostać w Zagłębiu, była tak duża, że jego otoczenie zadeklarowało gotowość zrzeczenia się prowizji za transfer, co miało pokryć powstałą różnicę finansową.
Z relacji osób związanych ze sprawą wynika, że piłkarz czuł się w Lubinie na tyle dobrze, iż był gotów na osobiste straty finansowe, byle tylko uniknąć powrotu do Częstochowy. Mimo tej bezprecedensowej deklaracji, rada nadzorcza „Miedziowych” miała ostatecznie zablokować transakcję, co zamknęło drogę do porozumienia.
Dla samego Leonardo Rochy konieczność powrotu do Rakowa Częstochowa jest scenariuszem czysto regulaminowym, stojącym w sprzeczności z jego pierwotnymi planami. Portugalczyk nie ukrywał żalu wobec częstochowskiego klubu, w którym w ostatnim dniu okna transferowego został poinformowany, że nie otrzyma realnej szansy na grę w kluczowej roli. To właśnie poczucie bycia „wypychanym na bok” skłoniło go do przeprowadzki do Lubina, gdzie od pierwszego dnia poczuł się filarem zespołu i zyskał stabilną pozycję w szatni.
Sytuacja kontraktowa zawodnika jest jednak teraz jasna – jego umowa z Rakowem obowiązuje do czerwca 2028 roku, a wobec braku wykupu przez Zagłębie i limitu występów w trzech klubach w jednym sezonie, powrót stał się jedyną opcją.
Sytuacja sportowa w Częstochowie uległa jednak w międzyczasie zmianie. Miejsce trenera Papszyna, u którego Rocha nie mógł liczyć na uznanie, zajął trener Tomczyk. To właśnie w tej roszadzie upatruje się szansy na „nowe otwarcie” dla napastnika. Choć Rocha mentalnie pożegnał się już z Rakowem, nowa konfiguracja sztabu szkoleniowego może zmusić obie strony do wypracowania kompromisu, na który jeszcze kilka tygodni temu nikt nie dawał szans.

