Podczas Tour Championship Justin Thomas został zapytany o swoje najmocniejsze wspomnienie związane z finałem sezonu PGA Tour. Choć ma na koncie świetne wyniki w East Lake, w tym dwa drugie miejsca, Amerykanin nie wspominał wielkich uderzeń czy triumfów. Zamiast tego podzielił się anegdotą z udziałem swojego przyjaciela – Tigera Woodsa.

FaceTime z małym podstępem
Thomas przyznał, że pamięta szczególnie jedną sytuację, która miała miejsce podczas rundy treningowej na osiemnastym dołku.
– To było chyba w 2020 roku. Szliśmy akurat 18. fairwayem i postanowiłem zadzwonić do Tigera na FaceTime, bo nie zakwalifikował się wtedy do turnieju. Chciałem mu pokazać, jak pięknie wygląda pole – opowiadał golfista z uśmiechem.
Wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego.
– Tiger udawał, że połączenie się urwało. A dwie minuty później oddzwonił do mnie… ubrany w zieloną marynarkę mistrza Masters. Pamiętam to bardzo wyraźnie, jakby to było wczoraj – dodał Thomas.
„Szybko zostałem sprowadzony na ziemię”
Żart Woodsa idealnie podsumował różnicę między legendą golfa a jego młodszymi kolegami.
– To była typowa rozmowa z Tigerem. Myślałem, że mam jakąś przewagę, mogę się pochwalić… a on momentalnie mnie zgasił i ustawił na swoim miejscu – przyznał Thomas.
Historia szybko obiegła media i stała się kolejnym przykładem, jak trudno jest „dogryźć” sportowcowi, który ma na koncie 15 tytułów wielkoszlemowych i pięć zielonych marynarek Masters. Nawet najbliżsi znajomi muszą pamiętać, że w rozmowie z Woodsem lepiej nie próbować rywalizować – bo prędzej czy później „Król” i tak znajdzie sposób, by udowodnić swoją wielkość.

