Pogoń Szczecin odpadła z rozgrywek STS Pucharu Polski, przegrywając na własnym stadionie z Widzewem Łódź 0:1. Porażka ta przekreśla marzenia „Portowców” o trzecim z rzędu występie w finale na Stadionie Narodowym i stanowi bolesne zderzenie z przedsezonowymi zapowiedziami o walce o najwyższe cele. Mimo letniej rewolucji kadrowej i organizacyjnej, obecne rozgrywki stają się jednymi z najtrudniejszych w ostatnich latach, co we wtorek głośno wyrazili sfrustrowani kibice.

Koszmar przy Twardowskiego
Spotkanie 1/8 finału miało być kolejnym krokiem w stronę upragnionego trofeum, jednak boisko zweryfikowało te plany już w pierwszej połowie. Decydujący cios zadał Andy Zeqiri, którego trafienie zapewniło awans gościom z Łodzi. Widzew, objąwszy prowadzenie, skupił się na defensywie i grze z kontrataku, co okazało się skuteczną receptą na bezradnych gospodarzy. Choć statystyki wskazywały na przewagę szczecinian w posiadaniu piłki oraz liczbie oddanych strzałów, była to dominacja jałowa. Większość prób była niecelna lub oddawana z nieprzygotowanych pozycji, a piłka rzadko trafiała w strefy zagrażające rywalowi.
Obrazu gry dopełniła reakcja trybun. Po ostatnim gwizdku zawodnicy Pogoni musieli zmierzyć się z falą krytyki ze strony własnych fanów. Z sektorów popłynęły gorzkie słowa oraz przekleństwa, będące dowodem na wyczerpującą się cierpliwość środowiska. Nawet zryw w końcówce i umieszczenie piłki w siatce nie zmieniły rezultatu – bramka padła bowiem z pozycji spalonej.
Trener bije na alarm: Jesteśmy ranni
Szkoleniowiec Pogoni, Thomas Thomasberg, nie krył rozgoryczenia postawą zespołu, zwłaszcza w pierwszych trzech kwadransach.
„Oczywiście to dla nas rozczarowujący wieczór. Mieliśmy nadzieję na awans, ale to się nie udało” – przyznał trener. – „Co do meczu: pierwsza połowa nie była zbyt dobra. Wymienialiśmy zbyt dużo podań, które nie przenosiły nas w pole karne rywala. Nie podobało mi się to, co widziałem w pierwszej części gry. W drugiej połowie próbowaliśmy gonić wynik, ale nie stworzyliśmy dostatecznie dużo okazji.”
„Wszyscy musimy podnieść się mentalnie, poradzić sobie z tą sytuacją. Jesteśmy teraz ranni, ale w sobotę musimy już być silni. To dla mnie najważniejsze zadanie, by sprawić, by drużyna była gotowa walczyć o trzy punkty w kolejnym meczu.” – dodał.
Miała być historia, jest rozczarowanie
Odpadnięcie z Pucharu Polski to kolejny cios w narrację budowaną wokół klubu od lata 2025 roku. Wówczas w Szczecinie doszło do gruntownych zmian: pojawił się nowy właściciel, prezes, trener oraz mocno przebudowana kadra. Zapowiedzi sugerowały, że sezon 2025/26 będzie przełomowy, a Pogoń włączy się do realnej walki o mistrzostwo i puchar, podnosząc poziom sportowy z minionych lat. Rzeczywistość okazuje się jednak brutalna.
Sam szkoleniowiec dostrzega regres formy swoich podopiecznych.
„Po dobrym starcie, który zanotowaliśmy po moim przyjściu do klubu, ostatni okres jest rozczarowujący. Nie osiągamy rezultatów, których oczekuję. Dobrze zaczęliśmy, ale teraz mamy swoje problemy” – diagnozuje sytuację Thomasberg.
Zadaniem sztabu jest teraz błyskawiczna odbudowa morale przed ligowym starciem z Radomiakiem. Trener podkreśla, że nie ma czasu na rozpamiętywanie pucharowej klęski, choć przyznaje, że sytuacja mentalna drużyny jest trudna. I trudno się dziwić, gdyż szans na walkę o europejskie puchary coraz mniej. W Pucharze Polski już w tym sezonie szans na to nie ma, natomiast w lidze drużyna ze Szczecina zajmuje dopiero 11. miejsce i obecnie musi skupiać się przede wszystkim na tym, by wyjść z największych opresji.

