We włoskiej piłce wybuchła burza o podłożu politycznym. Stowarzyszenie Trenerów Włoskich (AIAC) wystosowało oficjalny list do tamtejszej federacji piłkarskiej, w którym domaga się bojkotu wrześniowego meczu eliminacyjnego mistrzostw świata przeciwko Izraelowi.

Ostro sformułowany apel
Pod listem podpisał się prezes AIAC, Renzo Ulivieri, który wprost odniósł się do wydarzeń na Bliskim Wschodzie.
– Czy to, co dzieje się w Strefie Gazy, mające poważne konsekwencje również dla Zachodniego Brzegu i Libanu, można traktować jako jeden z 56 aktywnych konfliktów na świecie, zasługujących na taką samą uwagę i reakcję? Atak terrorystyczny Hamasu z 7 października 2023 roku, w którym zginęło ponad tysiąc niewinnych Izraelczyków, a 250 osób zostało porwanych – czy to może usprawiedliwiać brutalne ludobójstwo ze strony Izraela, które pochłonęło dziesiątki tysięcy cywilnych ofiar palestyńskich i prowadzi nawet do rozmów o ich deportacji? – pytał retorycznie Ulivieri.
Słowa te wywołały szeroką dyskusję, a temat natychmiast trafił na pierwsze strony włoskich mediów sportowych i politycznych.
Trudny kalendarz Italii
Drużyna Wloch 5 września zagra z Estonią, a trzy dni później zmierzy się z Izraelem. Mecze te mają ogromne znaczenie, bo Włosi zajmują obecnie trzecie miejsce w grupie, co nie daje bezpośredniego awansu na mistrzostwa świata. Każdy punkt w tej fazie kwalifikacji może być kluczowy, a ewentualny bojkot meczu z Izraelem nie tylko miałby wymiar polityczny, ale też sportowy – mógłby poważnie skomplikować szanse Italii na powrót na mundial.
Na razie Włoski Związek Piłki Nożnej (FIGC) nie odniósł się oficjalnie do apelu. Sytuacja stawia federację w wyjątkowo trudnym położeniu – z jednej strony istnieje presja moralna ze strony środowiska trenerskiego, z drugiej realia sportowe i regulaminowe FIFA oraz UEFA, które z dużym prawdopodobieństwem nie zaakceptowałyby jednostronnej decyzji o bojkocie.

