Właściciele Liverpoolu nie zwalniają tempa i po raz kolejny kierują swój wzrok na Hiszpanię. Fenway Sports Group (FSG) zamierza podążyć ścieżką wytyczoną przez właścicieli Manchesteru City i zbudować własną siatkę klubów. Na ich celowniku znalazł się solidny zespół z La Liga, Getafe, co pokazuje, że amerykański gigant na poważnie myśli o stworzeniu piłkarskiego imperium. To strategiczny ruch, który może na zawsze zmienić oblicze The Reds.

W skrócie:
- Amerykańscy właściciele Liverpoolu, Fenway Sports Group, są poważnie zainteresowani przejęciem hiszpańskiego klubu Getafe.
- Celem FSG jest stworzenie modelu wieloklubowego, na wzór City Football Group (właścicieli Manchesteru City) czy Red Bulla.
- Główną przeszkodą w transakcji jest obecny prezes Getafe, który zapowiedział, że nie sprzeda klubu przed końcem 2027 roku.
Liverpool idzie na zakupy. Czy tak buduje się dziś potęgę?
Fenway Sports Group, potężni amerykańscy właściciele Liverpoolu, nie ukrywają swoich ambicji. Jak donosi hiszpańska „Marca”, FSG jest żywo zainteresowane przejęciem Getafe. Dlaczego akurat ten klub? Bo to nie jest byle jaki wybór. Getafe to uznana marka w La Liga, zespół, który potrafi szkolić i z zyskiem sprzedawać utalentowanych graczy. W oczach analityków z FSG to po prostu rozsądna, dobrze skalkulowana inwestycja, która idealnie wpisuje się w ich nową strategię. Pamiętajmy, że to drugie podejście Amerykanów do hiszpańskiego rynku po nieudanej próbie zakupu Malagi. Tym razem liczą, że obejdzie się bez wpadek.
Imperium kontratakuje, ale prezes mówi „nie”?
Wydawałoby się, że gdy do gry wchodzą tacy giganci, wszystko jest już przesądzone. Nic bardziej mylnego. Na drodze do stworzenia piłkarskiej sieci staje jedna, ale za to bardzo znacząca postać – prezes Getafe, Ángel Torres. To on trzyma w garści wszystkie karty i nie spieszy się ze sprzedażą. Jego stanowisko jest jasne i poparte osobistą obietnicą.
Torres jasno komunikuje: „Dałem słowo mojej rodzinie. W dniu, w którym budowa nowego stadionu zostanie ukończona, a obiekt zainaugurowany, odejdę”.
Inwestycja ma zakończyć się w okolicach grudnia 2027 roku. Dodał też, że nie zamierza zostawić klubu byle komu i najpierw znajdzie godnego następcę. To twardy orzech do zgryzienia dla FSG, których apetyt jest ogromny. Potwierdzają to słowa dyrektora ds. operacji piłkarskich w Liverpoolu, Michaela Edwardsa:
„Jesteśmy zdeterminowani, by przejąć i nadzorować dodatkowy klub… Utrzymanie konkurencyjności wymaga inwestycji i ekspansji naszego obecnego portfolio piłkarskiego”.
Mamy więc do czynienia z klasycznym starciem niezłomnej woli z potężnym kapitałem.
Więcej niż klub. Tak giganci budują piłkarskie sieci
O co w tym wszystkim chodzi? Model wieloklubowy to dziś Święty Graal w zarządzaniu piłką na najwyższym poziomie. Manchester City ze swoją City Football Group czy sieć klubów Red Bulla pokazały, jak skutecznie można wykorzystać taką strukturę. Posiadanie „klubu-satelity” to kopalnia korzyści:
- Rozwój talentów: Młodzi, obiecujący zawodnicy mogą być wysyłani na wypożyczenia do siostrzanego klubu, gdzie będą regularnie grać na wysokim poziomie i zbierać bezcenne doświadczenie.
- Wspólny skauting: Dzielenie się bazami danych i siatką skautów pozwala na szybsze i tańsze wyławianie perełek z całego świata.
- Synergie komercyjne: Wspólne umowy sponsorskie i działania marketingowe zwiększają globalny zasięg i przychody wszystkich klubów w grupie.
FSG doskonale rozumie, że aby konkurować z takimi tworami jak City, trzeba grać według ich zasad. Zakup Getafe, klubu o stabilnej pozycji w jednej z najlepszych lig świata i z dobrym zapleczem społeczno-ekonomicznym, byłby dla Liverpoolu strzałem w dziesiątkę i otwarciem zupełnie nowego rozdziału w historii klubu.


