W Tottenhamie znów zawrzało, tym razem nie po meczu, tylko po nagraniu z telefonu. W sieci pojawił się film, na którym Yves Bissouma wdycha podtlenek azotu, a klub natychmiast uruchomił wewnętrzne dochodzenie. Sprawa jest o tyle poważna, że w Wielkiej Brytanii rekreacyjne używanie tej substancji może skończyć się zarzutami karnymi. Sam piłkarz przeprosił i wskazał przyczynę, traumę po brutalnym włamaniu do domu w Londynie.

W skrócie:
- Tottenham wszczął wewnętrzne postępowanie po nagraniu, na którym Bissouma wdycha podtlenek azotu, tzw. gaz rozweselający.
- Piłkarz przeprosił i ujawnił, że po włamaniu do jego domu popadł w lęk, panikę i depresję.
- To nie pierwszy podobny epizod, w sierpniu zeszłego roku Tottenham miał już zawiesić go tymczasowo po analogicznej kontrowersji.
Wideo, które odpaliło alarm, Tottenham reaguje bez zwłoki
Tottenham uruchomił wewnętrzne dochodzenie po tym, jak w internecie zaczęło krążyć nagranie pokazujące Yvesa Bissoumę w trakcie wdychania podtlenku azotu. Materiał opublikował tabloid „The Sun”, a sam fakt publikacji sprawił, że temat przestał być „prywatną wpadką”, stał się publicznym kryzysem wizerunkowym klubu z Premier League.
W brytyjskich realiach to nie jest niewinna zabawa. Podtlenek azotu, powszechnie kojarzony jako „gaz rozweselający”, jest substancją, której posiadanie i rekreacyjne używanie w Wielkiej Brytanii może prowadzić do odpowiedzialności karnej. W przekazie medialnym pada też maksymalny wymiar kary, do dwóch lat pozbawienia wolności.
To tworzy mieszankę wybuchową:
- presja kibiców i sponsorów,
- twarde standardy klubowe,
- ryzyko prawne,
- i klasyczne pytanie, czy zawodnik „ciągnie zespół w dół”, nawet jeśli sportowo robi swoje.
„To mnie złamało”, Bissouma mówi o traumie, depresji i paranoi
Najmocniejszym elementem tej historii nie jest jednak samo nagranie, tylko to, co Bissouma powiedział później. Piłkarz przyznał, że zachowanie było skutkiem narastających problemów psychicznych po włamaniu do jego londyńskiego domu. Według relacji, złodzieje wynieśli rzeczy warte około miliona funtów.
Bissouma nie próbował grać twardziela. Wprost opisał, że po zdarzeniu pojawiły się u niego stany lękowe, panika, depresja i paranoja. To wyjaśnienie nie zamyka sprawy, ale zmienia optykę: z „imprezowego skandalu” na historię o kryzysie, z którym wielu ludzi po prostu sobie nie radzi.
W oświadczeniu przeprosił kibiców i klub, podkreślając, że dotąd uważał się za silnego fizycznie i psychicznie:
„Naprawdę przepraszam. Zawsze uważałem się za silnego, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, ale to, co wydarzyło się w moim domu, złamało we mnie coś, o czego istnieniu nawet nie wiedziałem. Trauma, której doświadczyłem, i wszystko, co było później, doprowadziły do strachu, paniki, depresji i paranoi.”
To cytat, który będzie wracał, bo jest jednocześnie ludzki i niewygodny. Ludzki, bo pokazuje realny koszt przemocy i utraty poczucia bezpieczeństwa. Niewygodny, bo kluby piłkarskie są bezlitosne, jeśli problem dotyka reputacji.
Drugi raz ten sam scenariusz, a to już poważny sygnał ostrzegawczy
Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że to nie jest pierwszy podobny incydent w karierze Bissoumy. Według przekazanych informacji w sierpniu zeszłego roku Tottenham miał go już tymczasowo zawiesić po zbliżonej kontrowersji.
I tu zaczyna się część „kontrowersyjna”, bo pojawiają się pytania, które kibice zadają głośno, nawet jeśli klub mówi półsłówkami:
- czy to był jednorazowy kryzys, czy powtarzalny schemat,
- czy zawodnik dostał wcześniej realne wsparcie, czy tylko karę,
- czy Tottenham postawi na pomoc i terapię, czy na twardą dyscyplinę,
- i wreszcie, jak wygląda granica między prywatnością piłkarza a odpowiedzialnością zawodową.
Wewnętrzne dochodzenie Tottenhamu jest więc ruchem logicznym, bo klub musi mieć formalną podstawę do kolejnych decyzji, sportowych, kontraktowych i wizerunkowych. Zwłaszcza że w tle unosi się ryzyko prawne związane z brytyjskimi przepisami dotyczącymi podtlenku azotu.
