
Kto kibicuje polskiej piłce, ten się w cyrku nie śmieje… W Tychach miało być piłkarskie święto (i było, przynajmniej na boisku), lecz fani gospodarzy strzelili focha i zbojkotowali hit 1. ligi. Cezary Kulesza wkroczył do panteonu najbardziej zasłużonych ludzi w historii naszego narodu, a polskie zespoły wróciły na właściwe tory w kwalifikacjach do kwalifikacji do kwalifikacji do europejskich pucharów.
*
Sporego pecha od dwóch sezonów mają kibice Wisły Kraków. Tak się jakoś nieszczęśliwie dla nich składa, że każdorazowo, gdy mają pojawić się na jakimś obiekcie, to ten akurat w dniu meczu wymaga pilnego remontu. Żeby było śmieszniej usterki nie dotyczą całego obiektu, lecz tylko tej części trybun, na której zasiadają fani przyjezdni. Zrządzenie losu sprawiło, że tuż przed wizytą Białej Gwiazdy awarii uległ także sektor gości na nowiuteńkim stadionie GKS-u Tychy, na szczęście po interwencji PZPN-u usterki udało się błyskawicznie naprawić, a Wiślacy w liczbie 300 dusz mogli pojawić się na trybunach.
Zapowiadało się zatem piłkarskie święto, tyle tylko, że wizyta nieproszonych gości nie przypadła z kolei do gustu “kumatym” z Tychów, którzy na znak protestu postanowili zbojkotować to spotkanie i tym razem to oni nie weszli na trybuny, a zamiast tego wywiesili stosowny transparent (swoją drogą – czemu Wy chłopaki, tu pytanie do całej kibicowskiej braci, na siłę próbujecie rymować?!!!). A szkoda, bo na boisku widowisko było przednie, akcja przenosiła się spod jednego pola karnego pod drugie, a ostatecznie Wisła wygrała w Tychach 4:3.
*
Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Julian Tuwim, Edward Gierek, Fidel Castro, Kim Ir Sen, Leonid Breżniew oraz Cezary Kulesza – co łączy tych dżentelmenów? Otóż każdy z nich posiada w swojej gablocie Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, drugie najbardziej prestiżowe odznaczenie cywilne w naszym kraju. Najświeższym w tym gronie laureatem Polonia Restituta jest rzecz jasna prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (trudno, żeby było inaczej), a wyróżnienie to Kulesza odebrał w ostatnich dniach z rąk (byłego, tzn. byłego dziś, wówczas nie) Prezydenta RP, Andrzeja Dudy.
W uzasadnieniu napisano, że “Cezary Kulesza został odznaczony za wybitne zasługi w popularyzowaniu piłki nożnej w Polsce, promowanie zdrowego trybu życia i aktywności fizycznej w społeczeństwie”. Trudno się nie zgodzić! Pod wodzą tego samego Cezarego Kuleszy polska piłka bije rekordy popularności wśród młodzieży, wyniki poszczególnych reprezentacji przyćmiły sukcesy Kazimierza Górskiego, sam związek ma znakomite notowania w społeczeństwie, a ostatnie afery w polskim futbolu miały prawdopodobnie miejsce za czasów, gdy większości z Was nie było jeszcze na świecie, czyli mniej więcej wtedy, gdy z taśmy Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej zjechała pierwsza Syrena Bosto. Mówiąc krótko, odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, należało się jak psu buda. Brawo Panie Prezesie, brawo Panie Prezydencie!
*
Sierpień w polskiej piłce to nie tylko czas odznaczeń i orderów, ale także okres tradycyjnych już łomotów zbieranych przez nasze zespoły klubowe w kwalifikacjach do kwalifikacji do kwalifikacji europejskich pucharów (popularnych eurowpierd…., wiadomo czego!). Tyle tylko, że albo do serwerów PZPN, na których pilnie strzeżone są tajniki polskiej myśli szkoleniowej wdarli się hakerzy, albo nastąpił inny, nieznany bliżej, błąd w matrixie, natomiast po 10 rozegranych w 2025 meczach bilans polskich drużyn wynosił 9 zwycięstw i 1 remis, a niektórzy już widzieli trzy nasze drużyny w ćwierćfinale kolejnej edycji Ligi Mistrzów.
Na szczęście początkiem sierpnia wszystko wróciło na swoje miejsce, a piłkarscy bogowie zapanowali nad całym rozgardiaszem i zaprowadzili ład i porządek, do którego przywykliśmy. Jako pierwsi na ich warsztat trafili mistrzowie Polski, którzy rozegrali fenomenalne spotkanie przeciwko Crvenej Zvezdzie, jednak nie wiedzieć czemu tylko przez 25 minut, co przełożyło się na porażkę na własnym terenie w stosunku 1:3. Na miejscu kibiców Kolejorza bukowałbym już bilety nie tyle na mecze 4. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, co od razu na mecze grupowe przeciwko Barcelonie, Realowi oraz innym ogórkom z piłkarskiego trzeciego świata.
*
Skoro przy kibicach Kolejorza jesteśmy… Fanom mistrzów Polski na tyle udzieliła się atmosfera kotła przy Bułgarskiej, że chwilę po zakończeniu tego spotkania (zakończonego – przypomnijmy – bęckami 1:3 i zminimalizowaniem swoich szans na promocję do dalszych gier) zaintonowali taką oto przyśpiewkę:
A mecz nie odbywał się wcale w Sylwestra, ani podczas długiego majowego weekendu (co chociaż po części tłumaczyłoby podekscytowanie kibiców), lecz w środku tygodnia… Pod koniec lat 80-tych poprzedniego stulecia ktoś mądry wpadł na pomysł, że w sumie po co grać w koszykówkę na dwa kosze, na dużym boisku, w pełnych składach i wymiarze czasowym. Można przecież dokonać oszczędności na każdym z tych pól i w ten sposób powstał Basket 3×3. Może ktoś kiedyś wymyśli piłkę nożną 2×12 minut, wówczas Lech będzie grał co roku minimum w półfinale Champions League. Do tego czasu? Może być ciężko…
*
Środowa klęska Lecha stanowiła jedynie preludium do kolejnych występów naszych reprezentantów w Europie. W czwartkowy wieczór na Cyprze swój mecz 3. rundy kwalifikacyjnej do Ligi Europy rozegrali piłkarze Legii Warszawa, których wszelkiej maści wysłannicy polskich mediów przestrzegali przed upalną atmosferą w Larnace. Swoją drogą – jaki jest sens płacić delegację mediaworkerowi, który poleci na 48 godzin na Cypr i 95% jego meldunków będzie w stylu “ale gorąco!!!”, a na koniec napisze suchy wynik i strzelców bramek (czasem, nie zawsze, uda mu się nawet podać prawidłową nazwę rozgrywek, które akurat relacjonuje).
Legia oczywiście dostała srogi łomot, a głównym winowajcą została okrzyknięta – jakżeby inaczej – pogoda!!! No fakt, 32 stopnie Celsjusza w połowie sierpnia jest czymś niespotykanym w naszych szerokościach geograficznych i nie może dziwić fakt, że kapitan Legii nawet próbując sfaulować Cypryjczyka był na tyle spóźniony, że owszem, skopał go po nogach (za co zresztą chwilę później opuścił boisko), ale tamten i tak mu uciekł i o mały włos nie wypracował kolegom piątego gola.
Wstydu nie było w meczach Jagiellonii oraz Rakowa. Tyle tylko, że Jaga miała tak słabego rywala, że ten nawet na moment nie potrafił przedostać się pod jej pole karne (co umówmy się, udaje się w ostatnich tygodniach każdemu), z kolei podopieczni Marka Papszuna nie mieli szczęścia pod bramką Maccabi, nie mieli go także we własnym polu karnym i za tydzień w Izraelu będą zmuszeni do odrabiania strat.
*
11 czerwca 2025 roku, w przeddzień startu młodzieżowego Euro 2025 Cezary Kulesza wraz ze swoją świtą poleciał na Słowację i tuż przed pierwszym meczem młodych Polaków poinformował selekcjonera Adama Majewskiego “Chłopie, wierzymy w Ciebie jak w mało kogo! Masz nasze pełne poparcie, nieważne co będzie. Prowadź, po sławę, po szacunek, po zwycięstwo!”. Oczywiście jeszcze przed pierwszym meczem turnieju, wszak to powszechnie stosowana praktyka, przedłużył selekcjonerowi (aktualny) kontrakt do 2027 roku. A co, niech chłop ma!
Nie minęły dwa miesiące od tamtych wzniosłych chwil. Młodzi Polacy nie zaprezentowali na słowackim turnieju pełni swojego talentu, polegli 1:2 z Gruzją, 0:5 z Portugalią oraz 1:4 z Francją i błyskawicznie pożegnali się z turniejem, a włodarze PZPN stwierdzili, że Majewski to jednak nie, że jednak nie i że teraz trzeba wyciągnąć prawdziwego asa w talii, dlatego na ratunek wezwano… Jerzego Brzęczka, który po spuszczeniu Wisły Kraków z ekstraklasy oraz serii 4 porażek w 5 meczach na poziomie 1. ligi od 2022 roku pozostaje bezrobotny, a jego głównym zajęciem są wizyty w mediach i opowiadanie, że gdyby mu pozwolono pojechać na Euro 2021… No to bracie, masz rower, pedałuj!
