Wisła Płock kończy rok na pierwszym miejscu w tabeli, ale świętowanie tytułu „mistrza jesieni” może okazać się przedwczesne. Przewaga Nafciarzy jest czysto iluzoryczna – wicelider ma tyle samo punktów, a trzecia w tabeli Jagiellonia, tracąc zaledwie jedno „oczko”, ma w zanadrzu jeden zaległy mecz, który może całkowicie zmienić układ sił. Na tym nie koniec – między pierwszym a ostatnim zespołem w tabeli jest tylko 11 punktów różnicy.

Wystarczy jeden zaległy mecz, by wywrócić tabelę do góry nogami
Spoglądając na suchą tabelę po 18. kolejkach, widzimy Wisłę Płock na szczycie z dorobkiem 30 punktów. Jednak analiza sytuacji punktowej w czołówce Ekstraklasy pokazuje, jak krucha jest to przewaga. Płocczanie wyprzedzają ekipę Górnika Zabrze wyłącznie lepszym bilansem bramkowym (+9 wobec +5 zabrzan), a dalej wcale nie jest lepiej.
Prawdziwe zagrożenie dla prowadzącej dwójki czai się tuż za nią. Jagiellonia Białystok oraz Raków Częstochowa zgromadziły po 29 punktów. Kluczowy dla losów fotela lidera jest jednak fakt, że Jagiellonia rozegrała o jedno spotkanie mniej (17 meczów) niż reszta czołowej piątki. Oznacza to, że wirtualna tabela – uwzględniająca potencjalne punkty z zaległego spotkania – mogłaby zrzucić Wisłę Płock z tronu. Ścisk jest niesamowity: między pierwszym a piątym Zagłębiem (28 punktów) są zaledwie dwa punkty różnicy. W takich warunkach „mistrzostwo jesieni” jest tytułem wyjątkowo umownym.
Historia przestrzega Wiślaków przed optymizmem
Zimowe prowadzenie w Ekstraklasie to w ostatnich latach broń obosieczna, o czym dobitnie świadczą statystyki minionych sezonów przytoczone przez znanego miłośnika piłkarskich statystyk, Cezarego Kaweckiego.
Choć w ostatnich dwóch latach Lech Poznań (sezon 24/25) i Raków (22/23) potrafili przekuć jesienny sukces w końcowe mistrzostwo, to historia zna wiele przypadków bolesnych upadków.
Wisła Płock powinna z uwagą przyjrzeć się losom Górnika Zabrze z sezonu 17/18. Zabrzanie, podobnie jak Wisła teraz, byli rewelacją jesieni, by ostatecznie wylądować poza podium, na 4. miejscu. Również Jagiellonia (sezon 16/17) czy Pogoń (20/21) traciły pozycję lidera na wiosnę, kończąc rozgrywki odpowiednio na drugim i trzecim stopniu podium. Obecny sezon, z tak spłaszczoną tabelą i sensacyjną postawą Legii (znajdującej się w strefie spadkowej z 19 punktami), zapowiada się na jeden z najbardziej nieprzewidywalnych w historii, gdzie statystyka „jesiennego mistrza” może być raczej klątwą niż gwarancją sukcesu.
Bez dwóch zdań dla Wisły Płock nawet zajęcie czwartego miejsca w sezonie, do którego weszła jako beniaminek Ekstraklasy, byłoby ogromnym sukcesem. Do tego jednak jeszcze daleka droga, a dopiero wiosna powinna zweryfikować to, czy rzeczywiście Mariusz Misiura stworzył w Płocku drużynę, którą stać na walkę z najlepszymi w kraju.

