Legia Warszawa przegrała u siebie 0:1 ze Spartą Praga, praktycznie przekreślając swoje szanse na wyjście z grupy Ligi Konferencji. To jednak nie wynik, a bezradność bijąca z pomeczowych wypowiedzi jest dziś najgłośniejszym echem przy Łazienkowskiej. Inaki Astiz głośno zastanawia się nad limitem pecha, a Ruben Vinagre wprost przyznaje, że trenerzy robią wszystko, a ostateczną winę ponoszą sami zawodnicy.

Kryzys Legii nie ma końca. Kolejna klęska, która podłamała zespół
Kryzys zespołu ze stolicy pogłębia się z każdym tygodniem. Jedno zwycięstwo w ostatnich jedenastu meczach to bilans, który trudno wytłumaczyć jedynie słabszą formą. Czwartkowy wieczór obnażył kruchość psychiczną zespołu. Do momentu straty gola w 41. minucie Legia wyglądała solidnie, ale po trafieniu Preciado z gospodarzy zeszło powietrze.
„Ciężko mi powiedzieć, co stało się w drugiej połowie. Bramka nas trochę podłamała. W tej części gry nie kreowaliśmy już okazji tak, jak to miało miejsce w pierwszych 45 minutach” – przyznał po spotkaniu Inaki Astiz.
Szkoleniowiec, który tymczasowo przejął stery po Edwardzie Iordanescu, nie ukrywał rozgoryczenia. Choć stara się szukać pozytywów w życiu prywatnym, by zachować równowagę psychiczną, na boisku brakuje mu już argumentów. Jego słowa brzmią jak smutna diagnoza obecnej sytuacji, w której każda pomyłka kończy się katastrofą.
„Od jutra myślimy już o kolejnym meczu, ale ile można mieć nieszczęścia w kolejnych spotkaniach? Z Legią zagraliśmy bardzo słabo, dzisiejsza druga połowa również nie była najlepsza. Być może szybsze objęcie prowadzenia dałoby nam lepszy rezultat” – zastanawiał się głośno hiszpański trener.
Vinagre nie szuka usprawiedliwień
Gdy trener mówi o nieszczęściu, liderzy drużyny uderzają się w pierś. Ruben Vinagre, jeden z najlepszych zawodników Legii w tym sezonie, nie szukał usprawiedliwień w taktyce czy pracy sztabu. Jego zdaniem problem leży wyłącznie po stronie piłkarzy, którzy w decydujących momentach tracą pewność siebie.
„Przebieg meczu jest w tym sezonie wciąż taki sam: tworzymy sytuacje, nie strzelamy, a potem tracimy gola. Tutaj nie chodzi o sztab. Trenerzy wykonują swoją pracę, przekazują nam informacje. Problem w tym, że my nie dowozimy” – ocenił brutalnie Vinagre.
Portugalczyk zwrócił uwagę na paraliżujący schemat: niewykorzystane sytuacje rodzą frustrację, a ta prowadzi do błędów w obronie. Rywale nie potrzebują wielu szans, by skarcić Legię – Sparta wykorzystała w zasadzie jedyną dogodną okazję.
„Jako piłkarze ponosimy za to odpowiedzialność. To my wychodzimy na boisko, to my walczymy, a mimo to wyniki nie przychodzą. Kiedy kolejne akcje nie przynoszą efektu, pojawia się frustracja. Chcemy strzelić szybko, ruszamy do przodu, a wtedy zaczynamy popełniać błędy” – podsumował obrońca.
Sytuacja Legii staje się dramatyczna nie tylko w tabeli, ale i w sferze mentalnej. Zespół, który miał walczyć o trofea, dziś zastanawia się, dlaczego fatum nie chce ich opuścić, dryfując w kierunku jednego z najgorszych sezonów w historii klubu.

