Media od tygodni podgrzewały temat „ostatniego tańca” Leo Messiego w Barcelonie, powołując się na rzekomo wygasający w grudniu 2025 roku kontrakt. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna dla marzycieli z Camp Nou. Jak potwierdziły najnowsze doniesienia z października, Argentyńczyk właśnie przedłużył umowę z Interem Miami aż do 2028 roku, grzebiąc tym samym plany Joana Laporty.

W skrócie:
- Leo Messi przedłużył kontrakt z Interem Miami do grudnia 2028 roku, mimo że poprzedni wygasał za miesiąc.
- Hiszpańskie media spekulowały o „specjalnej formule” powrotu, np. w roli ambasadora, by ominąć Finansowe Fair Play.
- Nowa umowa Argentyńczyka ostatecznie ucina spekulacje i zmusza Barcelonę do zamknięcia tego rozdziału.
Kontrakt do 2028 roku gasi nadzieje
Atmosfera wokół ewentualnego powrotu legendy gęstniała z każdym tygodniem. Scenariusz wydawał się idealny: Messi, obecnie 38-letni, kończy umowę z Interem Miami w grudniu 2025 roku i wraca do domu na symboliczne domknięcie kariery. Kibice i zarząd pod wodzą Joana Laporty niemal żyli tą wizją. Jednak futbol na najwyższym poziomie rzadko kieruje się sentymentem, a częściej twardymi realiami biznesowymi.
Te realia objawiły się pod koniec października. Wbrew hiszpańskim spekulacjom, Inter Miami ogłosił oficjalnie przedłużenie kontraktu ze swoją największą gwiazdą. Nowa umowa ma obowiązywać aż do grudnia 2028 roku. Oznacza to, że Messi, który wciąż imponuje formą (został niedawno najlepszym strzelcem MLS), związał swoją przyszłość ze Stanami Zjednoczonymi prawdopodobnie do końca kariery. W momencie wygaśnięcia nowego kontraktu będzie miał 41 lat.
Urojona „formuła” Laporty
Informacja o przedłużeniu umowy kompletnie dezaktualizuje plany, o których rozpisywały się media. Portal Fichajes donosił o rzekomej „formule”, którą opracował zarząd Laporty. Plan zakładał, że Messi wróci do klubu, ale niekoniecznie jako pełnoprawny zawodnik z pierwszego składu. Mówiło się o hybrydowej roli, być może globalnego ambasadora lub gracza zarejestrowanego poza ścisłymi ramami Finansowego Fair Play La Liga, które od lat dławi klubowe finanse.
Ta koncepcja, choć kreatywna, od początku brzmiała jak myślenie życzeniowe. Teraz wiemy na pewno, że była to jedynie mrzonka. Messi nie zamierza być ambasadorem – wciąż jest kluczowym sportowcem, liderem projektu w Miami. Decyzja o pozostaniu w USA jest też policzkiem dla narracji o „długu”, jaki klub rzekomo ma wobec Argentyńczyka za jego burzliwe odejście w 2021 roku.
Flick musi patrzeć w przyszłość, nie przeszłość
Sytuacja stawia w jasnym świetle obecny projekt sportowy Barcelony. Trener Hansi Flick, który z powodzeniem prowadzi zespół (z Robertem Lewandowskim i Wojciechem Szczęsnym jako kluczowymi postaciami), nie może dłużej funkcjonować w cieniu powracającej legendy. Przedłużenie kontraktu przez Messiego w Miami to brutalny, ale potrzebny koniec telenoweli.
Dla Joana Laporty to sygnał, że jedyną realną opcją na ponowne zobaczenie Messiego na Camp Nou jest mecz pożegnalny lub hołd, o którym prezes wspominał już wcześniej. Sportowy powrót nigdy nie był tak odległy jak dzisiaj. Barcelona musi definitywnie zamknąć ten rozdział i skupić się na budowaniu przyszłości z Yamalem, Lewandowskim i Flickiem, a nie na rozpamiętywaniu przeszłości z Messim.

