Tyson Fury i jego żona Paris rozstali się ze swoją nadmorską posiadłością w Morecambe. Choć ostateczna cena sprzedaży była niższa od wyjściowej, były mistrz świata i tak może mówić o wielkim sukcesie finansowym.

Jeden z wielu domów
Dom z sześcioma sypialniami i trzema łazienkami trafił na rynek pod koniec lipca z ceną wywoławczą 800 tys. funtów (ok. 4,1 mln zł). Zainteresowanie okazało się duże, ale finalnie nabywca wynegocjował cenę niższą – 700 tys. funtów (ok. 3,6 mln zł). To wciąż ogromny zysk, bo Fury kupił posiadłość w 2015 roku za 480 tys. funtów (ok. 2,5 mln zł).
Sprzedana nieruchomość to dom z imponującym widokiem na Zatokę Morecambe. Na mieszkańców czekały nie tylko przestronne sypialnie i kilka łazienek, ale też duża kuchnia, salon i prywatny ogród. Fury często podkreślał, że właśnie ta lokalizacja była jednym z powodów, dla których tak dobrze czuł się w Lancashire.
– „Ludzie pytają, czemu nie mieszkam w Kalifornii. Odpowiadam, że to właśnie tutaj jest moje miejsce” – mówił w jednym z wywiadów.
Warto przypomnieć, że Fury nie zostaje bez dachu nad głową. W 2020 roku przeniósł się wraz z rodziną do znacznie większej rezydencji wartej 1,7 mln funtów (ok. 8,7 mln zł). To tam wychowuje wspólnie z Paris siedmioro dzieci. Para niedawno odnowiła przysięgę małżeńską podczas uroczystości we Francji, podkreślając, że rodzina wciąż pozostaje dla nich najważniejsza.
Choć początkowo planowano sprzedać posiadłość za 800 tys. funtów, Fury’owie ostatecznie zeszli ze swoich oczekiwań. Ale nawet ta „obniżka” okazała się korzystna – zainkasowali bowiem około 220 tys. funtów zysku (ponad milion złotych). To kwota, którą większość ludzi mogłaby nazwać życiowym majątkiem, a dla Fury’ego to tylko kolejny element w imponującym portfolio finansowym.
Fury od miesięcy pozostaje poza ringiem po drugiej porażce z Oleksandrem Usykiem. 37-letni Brytyjczyk ogłosił zakończenie kariery, ale co chwilę podsyca spekulacje o możliwym powrocie.


