Real Madryt po raz kolejny pokazał, że pod wodzą Xabiego Alonso nie ma zamiaru czekać na lepsze czasy. Remontada przeciwko Mallorce w zaledwie 73 sekundy to kolejny dowód na to, że Królewscy grają o wszystko już teraz. Güler w roli Bellinghama, Vinicius jako pantera bez kagańca, a Trent Alexander-Arnold wreszcie w swoim żywiole.

W skrócie:
- Real Madryt dokonał błyskawicznej remontady, odrabiając stratę 0-1 w 73 sekundy dzięki golom Gülera i Viniciusa
- Xabi Alonso przebudowuje drużynę bez okresu przejściowego, stawiając na natychmiastowe rezultaty i agresywny pressing
- Trent Alexander-Arnold odnalazł się w nowej roli, a Vinicius Junior błyszczy
Xabi nie wierzy w okresy przejściowe
Toni Kroos nie przebierał w słowach, gdy mówił o wyzwaniach stojących przed Xabim Alonso. „Jego przeszłość jako piłkarza pomaga, ale nie ochroni go, jeśli przez trzy lata z rzędu nie będzie wygrywał trofeów” – powiedział niemiecki maestro w swoim podkaście. I właśnie ta świadomość napędza nowego trenera Realu Madryt.
Alonso od pierwszego dnia dał jasno do zrozumienia: żadnych okresów budowy, żadnych wymówek związanych z adaptacją. Real ma wygrywać tu i teraz. Strategia jest prosta jak budowa cepa – dominować posiadaniem, biegać do tyłu jak opętani podczas obrony, wpychać rywala w jego własne pole karne i liczyć na niszczycielską moc duetu Mbappé-Vinicius.
Osasuna wyszła z tego starcia z niewielkimi stratami, ale Oviedo i teraz Mallorca już w pełni odczuły na własnej skórze, co oznacza nowa wersja Królewskich. Jedynym problemem pozostaje fizyczny spadek w drugich połowach, który na razie powstrzymuje Real przed pokazaniem pełni swoich możliwości.
Güler w roli Bellinghama, Trent wreszcie w swoim żywiole
Arrasate, trener Mallorki, wiedział, na co się porywa. Baskijski szkoleniowiec wielokrotnie ostrzegał swoich zawodników przed agresywnym pressingiem Realu, szczególnie w górnych partiach boiska. Jego plan zakładał wykorzystanie dwóch „trucizn” – Muriqi’ego i Mateo Josepha, młodej gwiazdy reprezentacji U-21 wypożyczonej z Leeds United. Zaopatrzenie miało płynąć od Dardera i Pablo Torre.
To, czego Arrasate się nie spodziewał, to nowa rola Arda Gülera. Xabi Alonso przesunął tureckiego pomocnika do pozycji przypominającej tę, którą zajmował Bellingham – więcej patrzenia na bramkę rywala niż rozbijania struktur przeciwnika przez rozgrywanie piłki. I ta zmiana przyniosła natychmiastowe efekty.
Trent Alexander-Arnold wreszcie złapał wiatr w żagle. Anglik doskonale zrozumiał przesłanie trenera i w swoim powrocie do podstawowej jedenastki był jednym z najlepszych zawodników na boisku. Jego podania do Mbappé to poezja w ruchu – Francuz dwukrotnie był bliski wykorzystania tych perełek, ale sędzia liniowy dwa razy pokazał mu rękę w górę.
Vinicius jak pantera, Muriqi goli głową
Wszystkie kamery były skierowane na Viniciusa Juniora, a Brazylijczyk nie zawiódł oczekiwań. To kolejny zawodnik, który w pełni przyswoił filozofię ławkowego leczenia od swojego nowego szefa. Bez swojego „kryptonitu” w postaci Maffeo, Mateu Moreyem manipulował niemal jak chciał. Vini wrócił do trybu pantery – bez niepotrzebnych gestów i kontrowersji, tylko czysty futbol najwyższej próby.
Ale gdy wszyscy zastanawiali się, jak ostry jest dziś Vinicius, Mallorca sięgnęła po sprawdzony patent. Głowa, ramię, a może cokolwiek innej części ciała Muriqi’ego – kosowski pirat wykorzystał doskonałe dośrodkowanie z rzutu rożnego Pablo Torre. Między miękką obroną Huijsena a rozkojarzeniem Tchouameniego znalazł się akurat tyle miejsca, żeby zadać poważny cios.
Ale ten gol wcale nie wytrącił Realu z równowagi. Wręcz przeciwnie – jakby tylko czekał na pretekst, żeby pokazać prawdziwą siłę. I wtedy nastąpiły te magiczne 73 sekundy, które definitywnie rozstrzygnęły losy spotkania. Güler wyrównał jak ninja – szybko, skutecznie i bez ostrzeżenia. Vinicius dodał drugiego już minutę później, pokazując, że gdy Real wchodzi na najwyższe obroty, mało kto jest w stanie mu dorównać.

