Widzew zdobył miejsce w gronie ośmiu najlepszych zespołów STS Pucharu Polski. Kluczowa dla losów łódzkiej drużyny okazała się żelazna dyscyplina w starciu z Pogonią Szczecin. To właśnie ten element gry skłonił trenera Igora Jovićevicia do stwierdzenia, że w dotychczasowej pracy z zespołem nie widział jeszcze tak dobrze funkcjonującej taktycznie drużyny.

Taktyczny rygor i przełamanie klątwy
Wtorkowe spotkanie miało dla łodzian wymiar symboliczny. Drużyna przyjechała do Szczecina z bagażem fatalnej statystyki bezpośrednich starć. Trener Igor Jovićević nie ukrywał, że ten aspekt był istotną motywacją dla jego piłkarzy.
„Chcieliśmy zrewanżować się Pogoni za wcześniejsze porażki i zakończyć złą passę – siedem porażek i jeden remis. Udało się nam tego dokonać” – przyznał po meczu szkoleniowiec Widzewa.
Kluczem do przerwania tej niemocy okazała się postawa w defensywie i realizacja założeń. Jovićević pozwolił sobie na bardzo mocne słowa uznania pod adresem podopiecznych, zwłaszcza za pierwszą połowę. Niektórych mogą szokować, gdyż komentatorzy wskazują, iż łodzianie w tym meczu nie wykazali się szczególnym kunsztem piłkarskim.
„Byliśmy mocno skoncentrowani na tym meczu oraz na operowaniu piłką. Wcześniej nie widziałem podczas swojej pracy tak dobrze grającego taktycznie zespołu” – oświadczył trener, dodając jednocześnie: – „Pucharowe spotkania mają taki charakter. Nie można w nich grać zawsze ładnie, tylko skutecznie.”
Nerwówka na własne życzenie
Choć Widzew prowadził po trafieniu Zeqiriego, końcówka meczu dostarczyła kibicom gości sporo stresu. Pogoń rzuciła się do odrabiania strat, co otworzyło łodzianom drogę do kontrataków. Niestety, brak skuteczności pod bramką rywala sprawił, że wynik wisiał na włosku do ostatniego gwizdka.
„W drugiej połowie mieliśmy cztery okazje, żeby zakończyć mecz” – wyliczał Jovićević.
W podobnym tonie wypowiadał się Bartłomiej Pawłowski, lider drugiej linii Widzewa.
„Było nerwowo do końca, bo Pogoń nie miała już nic do stracenia i przez to się odkryła, dając nam szansę na kontry, których niestety nie zamieniliśmy na gole. Gdyby to się udało, mielibyśmy pewnie więcej spokoju” – ocenił pomocnik.
Ten sezon jeszcze można uratować?
Dla Widzewa, który w sezonie 2025/26 balansuje w środkowych rejonach tabeli, Puchar Polski staje się priorytetem i szansą na europejskie puchary. Piłkarze zdają sobie sprawę, że ich ligowa forma pozostawia wiele do życzenia.
„Runda nie była satysfakcjonująca, ale trzy punkty w najbliższym meczu pozwolą nam przygotować się na wiosnę w spokoju” – stwierdził szczerze Pawłowski, zapowiadając walkę w ostatnim meczu roku (przeciwko Zagłębiu Lubin).
Bohater spotkania, Andi Zeqiri, również odniósł się do nastrojów panujących wokół drużyny, wykazując się dużą empatią wobec fanów.
„Wiem, że kibice mogli zacząć się niecierpliwić i całkowicie to rozumiem” – powiedział strzelec jedynego gola. Szwajcar podkreślił jednak, że zespół rośnie mentalnie. – „Dziś pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną, która ma jakość i odpowiednią mentalność, odwagę. Musimy dalej prezentować się z takiej strony” – podsumował.

