Reprezentacja Polski w ampfutbolu pod wodzą niepokonanego Mariusza Miecznikowskiego rozpoczyna kluczowy etap przygotowań do mistrzostw świata, inaugurując rok 2026 prestiżowym turniejem International Challenge Cup w Tokio. Biało-Czerwoni w ramach imprezy zmierzą się z wymagającymi rywalami i ekstremalnymi wyzwaniami logistycznymi, które mają być ostatecznym sprawdzianem przed mundialem w Kostaryce.

Azjatycki poligon doświadczalny: Polacy ruszają na podbój Tokio
Kalendarz International Challenge Cup 2026, który odbędzie się w dniach 16-18 stycznia, przewiduje dla Polaków trzy intensywne sprawdziany. Już na otwarcie turnieju Biało-Czerwoni zmierzą się z wicemistrzami Europy, Hiszpanami. Spotkanie to będzie miało wiele podtekstów, gdyż w kadrze rywali występują zawodnicy doskonale znani z polskich boisk, jak Francisco Castilla czy Aitor Palomeque ze Stali Rzeszów.
Najważniejszym punktem programu będzie jednak snajperski pojedynek Kamila Grygiela z Davidem Mendesem. Obaj zawodnicy dominowali w ubiegłorocznej Lidze Narodów – Grygiel w dywizji A, a Mendes w dywizji B.
Kamil Grygiel, napastnik reprezentacji oraz Wisły Kraków, z dużym respektem wypowiada się o inauguracyjnym przeciwniku:
„Hiszpanie pokazali, że nadal są mocni i wszyscy muszą się z nimi liczyć. Rywalizacja z nimi nigdy nie jest łatwa, są bardzo wymagającymi rywalami”.
Po europejskim klasyku Polaków czeka absolutna nowość – mecz z Indonezją. Piąta drużyna Pucharu Azji, prowadzona przez bramkostrzelnego kapitana Adita Adityę, jest dla sztabu szkoleniowego dużą zagadką. Zdaniem Grygiela, takie doświadczenie jest niezbędne w kontekście nadchodzących mistrzostw świata.
Zmagania w Tokio zakończą się 18 stycznia meczem z gospodarzami, z którymi Biało-Czerwoni w ubiegłym roku zremisowali 1:1.
Strategia Miecznikowskiego: walka z czasem i o kadrę
Dla selekcjonera Mariusza Miecznikowskiego, który w dotychczasowych pięciu spotkaniach zanotował cztery zwycięstwa i jeden remis, wyjazd do Azji to przede wszystkim poligon badawczy. Trener kładzie ogromny nacisk na aspekt aklimatyzacji. Przesunięcie czasu o osiem godzin do przodu ma imitować trudności, z jakimi zespół spotka się podczas podróży do Kostaryki.
„Zmiana strefy czasowej jest ważnym atutem turnieju w Tokio. Będzie pomocna w przygotowaniach, bo zobaczymy, jak będziemy odczuwali tę różnicę. Dowiemy się, jak przystosować organizmy do wyzwań aklimatyzacyjnych. Z takiego wyjazdu będzie można wyciągnąć mnóstwo wniosków pod kątem adaptacji” – wyjaśnia selekcjoner. Zauważa on również ryzyko: „Na boisku niektórzy mogą wyglądać gorzej, ale to też da nam informacje o tym, jak trenować przed wyjazdem na inny kontynent, jak dostosować obciążenia”.
Turniej w Japonii jest również brutalnym etapem selekcji. Choć Miecznikowski dysponuje silną grupą, miejsce w samolocie do Tokio nie gwarantuje biletu na mistrzostwa świata. Trener jasno stawia sprawę:
„Ci, którzy nie udadzą się w styczniu do Japonii, dostaną informację o tym, nad czym muszą pracować i myślę, że sprawi to, iż będą jeszcze mocniej walczyć, by dostać się do wąskiej kadry na mundial”.

