W dzisiejszy wieczór przy Bułgarskiej Lech Poznań zmierzy się z Zagłębiem Lubin w meczu 8. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Trener Kolejorza Niels Frederiksen głośno wyraził swoje niezadowolenie przed tym pojedynkiem.

Problem po przerwie reprezentacyjnej
Przygotowania Lecha do tego spotkania były wyjątkowo nietypowe. Przerwa na reprezentacje sprawiła, że pełny skład trener Niels Frederiksen miał do dyspozycji dopiero w środku tygodnia.
Jako pierwszy do klubu wrócił bramkarz Bartosz Mrozek, który choć nie wystąpił w kadrze Polski, to już we wtorek pojawił się na treningu.
Dzień później zaczęli spływać młodzieżowcy z różnych szczebli kadr. Z U-21 dołączyli Michał Gurgul i Antoni Kozubal po dwóch występach w narodowych barwach. Z U-20 wrócili Bartłomiej Barański i Kornel Lisman, z U-19 Tymoteusz Gmur oraz Sammy Dudek, a grupę domknęli reprezentanci U-18: Wojciech Mońka i Kamil Jakóbczyk. Zespół uzupełnili też powoływani przez inne federacje – Timothy Ouma i Gisli Thórdarson pojawili się w środę, natomiast Luis Palma wpadł do szatni najpóźniej: po nocnym locie z Ameryki Środkowej, gdzie zdążył jeszcze zaliczyć asystę dla Hondurasu. Skrzydłowy odbył przed meczem z Zagłębiem tylko jedną pełną sesję.
Niels Frederiksen nie krył, że taki układ tygodnia mu nie odpowiada. Szkoleniowiec podkreślił, że przy tak licznych powołaniach czas na wspólne przygotowanie praktycznie zniknął i – jak mówi – liga faworyzuje ekipy, które wysyłają na kadrę niewielu zawodników.
– Zwyczajnie nie rozumiem, dlaczego nasz mecz został wyznaczony na piątek. Szczerze uważam, że to nie fair. Powinna być zasada, że jeśli określona liczba piłkarzy danej drużyny wyjeżdża na zgrupowanie reprezentacji, to ten zespół nie gra w piątek. Mamy drużyny, w których takich piłkarzy prawie nie ma. Albo można po prostu zlikwidować granie w piątki po przerwach reprezentacyjnych. Mieliśmy bardzo ograniczoną możliwość przygotowania się do jutrzejszego meczu – stwierdził Niels Frederiksen.

