Plotki łączące Serge’a Gnabry’ego z Juventusem wracają, ale w zupełnie nowym, dramatycznym kontekście. Stara Dama jest w kryzysie, właśnie zatrudniła Luciano Spallettiego do posprzątania chaosu po Igorze Tudorze i desperacko szuka wzmocnień. Problem w tym, że choć Gnabry’emu kończy się kontrakt, jego żądania finansowe są dla obecnego Juventusu kosmiczne.

W skrócie:
- Juventus jest ósmy w tabeli; Luciano Spalletti zastąpił zwolnionego pod koniec października Igora Tudora.
- Kontrakt Serge’a Gnabry’ego z Bayernem Monachium wygasa latem 2026 roku.
- Główną przeszkodą są zarobki Niemca, szacowane na 17–20 milionów euro rocznie.
Spalletti gasi pożar i szuka okazji
Sytuacja w Turynie jest daleka od stabilnej. Optymizm związany z zatrudnieniem Igora Tudora wyparował błyskawicznie. Chorwat, który przejął stery w marcu 2025, został zwolniony 27 października po fatalnej serii ośmiu meczów bez zwycięstwa i czterech bez strzelonej bramki. Juventus wylądował na ósmym miejscu w Serie A, a ratować sezon przyszedł Luciano Spalletti, ściągnięty awaryjnie pod koniec października.
Spalletti ma jasny cel: przywrócić drużynę do Ligi Mistrzów. Dyrekcja sportowa wie jednak, że budżet jest napięty do granic absurdu – klub wciąż płaci pensje nie tylko Tudorowi, ale podobno również poprzedniemu szkoleniowcowi, Thiago Motcie. W tej sytuacji polowanie na darmowych agentów to konieczność. Gnabry, którego kontrakt z Bayernem wygasa w 2026 roku, idealnie wpisuje się w ten model. Juventus sonduje możliwość pozyskania go za darmo po sezonie, a rozmowy mógłby zacząć już w styczniu.
Monachijska (nie)pewność kontraktowa
Podczas gdy Juventus tonie w chaosie, Bayern Monachium Vincenta Kompany’ego przewodzi w Bundeslidze. Sam Gnabry, mający już 30 lat, również nie zawodzi – w bieżącym sezonie zanotował już cztery gole i cztery asysty w piętnastu występach. Jest ważnym elementem w rotacji belgijskiego szkoleniowca, choć jego pozycja nie jest już tak niepodważalna jak kiedyś.
Temat jego kontraktu jest w Monachium żywy. Bawarczycy nie chcą stracić go za darmo, ale też nie zamierzają przepłacać za nową umowę dla gracza po trzydziestce. Co ciekawe, niemieckie media donosiły niedawno o gotowości samego Gnabry’ego do… obniżenia swoich oczekiwań finansowych, aby pozostać w Monachium. To stawia Juventus w jeszcze trudniejszej pozycji negocjacyjnej.
Wojna płacowa, której Turyn nie wygra
Transfer Gnabry’ego do Juventusu rozbija się wyłącznie o pieniądze. Nawet jeśli Spalletti widziałby go w swojej koncepcji ratowania ofensywy, finanse klubu są bezlitosne. Włoskie raporty z ostatnich dni (12 listopada) potwierdzają, że zainteresowanie Juventusu momentalnie ostygło, gdy na stół trafiły liczby. Mówi się o pensji w granicach 17–20 milionów euro rocznie.
Dla klubu, który musi oszczędzać na każdym kroku i jest obciążony kontraktami zwolnionych trenerów, taka kwota jest zaporowa. Juventus nie jest w stanie konkurować na tym polu. Sytuację Gnabry’ego monitoruje także Liverpool, który dysponuje zupełnie innymi środkami i bez problemu przebije ofertę Włochów, jeśli tylko zdecyduje się wejść do gry. Transfer pozostaje więc w sferze marzeń, chyba że Niemiec zgodziłby się na drastyczną obniżkę zarobków, na co się nie zanosi.

