Ariel Mosór wydawał się już niemal pakować walizki do Gdyni. Rozmowy między Arką a Rakowem Częstochowa trwały od tygodni, a młody obrońca miał być kluczowym wzmocnieniem zimowym dla beniaminka walczącego o utrzymanie w Ekstraklasie. Tymczasem najnowsze doniesienia studzą entuzjazm gdyńskich działaczy – transfer stoi pod wielkim znakiem zapytania, a według niektórych źródeł temat jest już praktycznie zamknięty.

W skrócie:
- Raków zmienił zdanie o Mosórze po przyjściu Łukasza Tomczyka
- Problem finansowy wciąż blokuje negocjacje – 80-90 tysięcy pensji miesięcznie to dla Arki nie do przeskoczenia
- Historia się powtarza – Raków już we wrześniu zablokował wypożyczenie Mosóra do holenderskiego pucharowicza
Łukasz Tomczyk zmienia układ sił
Całą sytuację wywrócił do góry nogami transfer Marka Papszuna do Legii Warszawa. Jego następca w Rakowie, Łukasz Tomczyk, ma zupełnie inne plany wobec młodego reprezentanta Polski. Według informacji portalu FootballScout, klub z Częstochowy nie planuje wypuszczać 22-latka na wypożyczenie. „Raków liczy na zawodnika i wierzy w jego potencjał. Nowy trener, więc nowe szanse” – czytamy w komunikacie źródła.
To zaskakujący zwrot akcji, szczególnie że jeszcze kilka dni temu wszystko wskazywało na sfinalizowanie transakcji. Mosór znalazł się w kadrze Medalików na zgrupowanie w Turcji, gdzie ma przejść pod okiem Tomczyka swoisty egzamin przed rundą wiosenną. Dla Arki to zimny prysznic – klub już liczył na wzmocnienie linii defensywnej, która w rundzie jesiennej prezentowała się dość słabo, zwłaszcza na wyjazdach.
Finansowa pułapka, którą trudno rozbroić
Nawet gdyby Raków zmienił zdanie, pozostaje drugi gigantyczny problem – kwestia wynagrodzenia. Mosór w Częstochowie inkasuje comiesięcznie około 80-90 tysięcy złotych. To kwota kompletnie nierealna dla budżetu Arki, która prowadzona jest oszczędnie i nie ma tradycji wyrzucania takich pieniędzy na pojedynczych zawodników. Prezes Wojciech Pertkiewicz wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że Arka nie będzie płacić żadnemu zawodnikowi tak astronomicznych sum.
Początkowo zakładano podział pensji między oba kluby. Arka miała przejąć część kosztów, a Raków – jako właściciel kontraktu – dokładał resztę. Problem w tym, że negocjacje w tej sprawie przeciągają się w nieskończoność. Kluby nie mogą dojść do porozumienia co do proporcji, a każdy dzień zwłoki zmniejsza szanse na finalizację transferu przed rozpoczęciem przygotowań do rundy wiosennej.
Mosór nie po raz pierwszy na cenzurowanym
To nie pierwszy raz, gdy Raków blokuje wypożyczenie swojego defensora. We wrześniu 2025 roku 22-latek był o krok od przenosin do holenderskiego pucharowicza z Eredivisie. Transfer wydawał się przesądzony, ale Medaliki odmówiły zgody, argumentując to tak: „Raków ma swój pomysł na zawodnika”. Historia pokazała, że ów pomysł nie obejmował regularnej gry – Mosór od sierpnia nie pojawił się nawet na minutę w Ekstraklasie, spędzając rundę jesienną na ławce rezerwowych lub w ogóle poza kadrą meczową.
Teraz znów słyszymy podobne deklaracje. Różnica polega na tym, że zmiana na stanowisku trenera daje włodarzom Rakowa argument, by zatrzymać zawodnika. Łukasz Tomczyk nie zdążył jeszcze ocenić wszystkich piłkarzy w praktyce, więc logiczne wydaje się danie szansy wszystkim, którzy mieli ograniczoną rolę za kadencji Papszuna. Pytanie, czy ten argument wytrzyma zderzenie z rzeczywistością, gdy runda wiosenna wystartuje pełną parą.
Arka potrzebuje wzmocnień tu i teraz
Sytuacja w Gdyni robi się napięta. Beniaminek po 18 kolejkach ma na koncie zaledwie 21 punktów i znajduje się na 12 miejscu w tabeli Ekstraklasy, z minimalną, dwupunktową przewagą nad strefą spadkową. Co gorsza, bilans wyjazdowy to istna katastrofa – w dziewięciu meczach na obcych obiektach Arka zdobyła tylko jeden punkt i straciła aż 23 bramki. To najgorszy wynik w całej lidze. Jeśli zespół Dawida Szwargi ma utrzymać się w elicie, musi jak najszybciej wzmocnić defensywę.
Trudno się dziwić, że Szwarga i dyrektor sportowy Veljko Nikitović widzieli w Mosórze idealnego kandydata. 22-letni stoper, mimo problemów zdrowotnych w ostatnich miesiącach, wciąż uznawany jest za jeden z największych talentów polskiej defensywy. Jego transfer do Rakowa za 750 tysięcy euro latem 2024 roku z Piasta Gliwice był sporą inwestycją, a teraz miał być szansą na odbudowę formy poprzez regularną grę w Arce. Szwarga, który w przeszłości współpracował z zawodnikiem w Rakowie, doskonale zna jego możliwości i style gry.
Teraz jednak ten scenariusz wydaje się coraz bardziej odległy. Gdynia będzie musiała szukać alternatywnych wzmocnień, a czas ucieka. Okno transferowe trwa jeszcze kilka tygodni, ale zwłoka oznacza, że nowy zawodnik – ktokolwiek by nim nie był – będzie miał mniej czasu na aklimatyzację przed kluczowymi wiosennymi meczami o utrzymanie.
