Latem tego roku Real Madryt miał na wyciągnięcie ręki transfer, który dziś budzi w klubie spore emocje. Xabi Alonso osobiście nalegał na sprowadzenie Martína Zubimendiego, widząc w nim idealnego pomocnika do swojej wizji gry. Klub jednak się zawahał, a dziś obserwuje, jak Bask błyszczy w barwach Arsenalu. Czy to jedna z największych pomyłek transferowych ostatnich lat?

W skrócie:
- Xabi Alonso nalegał na transfer Zubimendiego za 60 milionów euro, ale dyrekcja Realu odmówiła
- Arsenal nie wahał się ani chwili i wykupił klauzulę, zyskując kluczowego zawodnika
- W Valdebebas narasta ciche rozczarowanie decyzją, która dziś wydaje się błędem
Wizja trenera, która została zignorowana
Xabi Alonso od samego początku wiedział, czego potrzebuje jego drużyna. Martín Zubimendi był w jego oczach idealnym rozwiązaniem dla środka pola Realu Madryt. Nie chodziło tylko o umiejętności techniczne, choć te były bezsporne. Szkoleniowiec widział w reprezentancie Hiszpanii coś więcej, inteligencję taktyczną, dojrzałość przewyższającą jego wiek i osobowość, która mogłaby nadać ton całej formacji.
Więź między trenerem a potencjalnym zawodnikiem wykraczała poza czysto sportowe kalkulacje. Alonso był przekonany, że jego własna kariera piłkarska może stać się argumentem w rozmowach z Zubimendim. Obaj wywodzą się z podobnej szkoły futbolu, obaj rozumieją grę w sposób głęboki i analityczny. To miało być połączenie naturalne, niemal oczywiste.
Tyle że w gabinetach Realu Madryt zapaliły się czerwone lampki. Kwota 60 milionów euro za klauzulę wykupu wydawała się wówczas zbyt wysoka. Klub miał inne priorytety transferowe, a zaufanie do wewnętrznych rozwiązań przeważyło szalę. Ta ostrożność, która w teorii miała chronić finanse klubu, okazała się decyzją, którą dziś wielu w Madrycie żałuje.
Arsenal nie miał wątpliwości
Podczas gdy Real Madryt analizował i kalkulował, Arsenal działał zdecydowanie. Londyńczycy doskonale wiedzieli, że taka okazja rynkowa nie powtarza się często. Bez zbędnych ceregieli aktywowali klauzulę i sprowadzili Zubimendiego na Emirates Stadium. Dziś ta decyzja wygląda jak mistrzowskie posunięcie.
Hiszpański pomocnik nie potrzebował długiego okresu adaptacji. Od pierwszych meczów pokazał klasę, pewność siebie i umiejętność czytania gry, która wyróżnia najlepszych. W Premier League, jednej z najbardziej wymagających lig świata, Zubimendi odnalazł się natychmiast. Jego rozegranie, spokój pod presją i taktyczna dyscyplina sprawiły, że stał się fundamentem środka pola Arsenalu.
Angielskie media nie szczędzą mu pochwał. W klubie traktują go już jako kluczową postać projektu na najbliższe lata. Kwota 60 milionów euro, która jeszcze latem wydawała się sporym wydatkiem, dziś wygląda na prawdziwą okazję. Zubimendi ma potencjał, by przez dekadę dominować na swojej pozycji, a Arsenal to doskonale rozumie.
Ciche żale w Valdebebas
W siedzibie Realu Madryt rozwój sytuacji nie uszedł uwadze. Za zamkniętymi drzwiami coraz częściej słychać przyznania, że być może zabrakło determinacji, by spełnić życzenie Xabiego Alonso. Czas pokazał, że trener miał rację, Zubimendi był gotowy na najwyższy poziom od pierwszego dnia.
To nie tylko kwestia utraconego talentu. Real stracił szansę na naturalną zmianę pokoleniową w środku pola, w miejscu, gdzie taka zmiana była i jest potrzebna. W erze rosnących cen transferowych profil Zubimendiego dziś kosztowałby znacznie więcej. Klub zdaje sobie sprawę, że przegapił moment, w którym mógł działać z pozycji siły.
Co gorsza, każda próba sprowadzenia pomocnika w przyszłości natrafi na mur. Arsenal nie ma powodu, by sprzedawać zawodnika, który z każdym meczem rośnie w siłę i wartość. Londyńczycy mogą dyktować warunki, a Real pozostaje z poczuciem straconej szansy. W Madrycie doskonale wiedzą, że ta furtka zamknęła się latem 2025 roku i nie otworzy się ponownie.
