Liverpool, urzędujący mistrzowie Anglii, pogrążają się w kryzysie, który wstrząsnął fundamentami Anfield w stopniu, jakiego nikt się nie spodziewał. Podczas gdy oczy kibiców i ekspertów zwrócone są oskarżycielsko na rekordowo drogich nowych napastników, prawdziwe źródło problemów zdaje się stać przy linii bocznej. Arne Slot, zamiast kontynuować zwycięską passę, traci kontrolę nad zespołem, który jeszcze niedawno nie miał sobie równych, a sezon zaczyna przypominać kosztowny koszmar.

W skrócie: Upadek mistrzów
- Liverpool pod wodzą Arne Slota przegrał już pięć meczów ligowych, praktycznie wypisując się z walki o obronę tytułu już w listopadzie.
- Mimo wydania latem ponad 400 milionów funtów, w tym na rekordowe transfery Wirtza i Isaka, drużyna jest cieniem samej siebie.
- Florian Wirtz stał się niesłusznym kozłem ofiarnym, podczas gdy głównym problemem jest brak walki i błędy taktyczne sztabu szkoleniowego.
Czy Arne Slot stracił panowanie nad szatnią?
Piłka nożna na najwyższym poziomie nie wybacza stagnacji. Kto stoi w miejscu, ten się cofa — boleśnie przekonuje się o tym Arne Slot i jego piłkarze. Liverpool, który wchodzi w ten sezon jako obrońca tytułu Premier League, powoli staje się tłem dla Manchesteru City i Arsenalu, którzy między sobą rozstrzygną kwestię mistrzostwa.
Sytuacja na Anfield jest alarmująca. The Reds mają już na koncie więcej porażek w lidze (pięć) niż w całej poprzedniej kampanii mistrzowskiej. To nie są tylko wpadki przy pracy. To systemowy problem.
Porażki z Crystal Palace, Chelsea, Manchesterem United, Brentford i Manchesterem City sprawiły, że mistrzowie Anglii są praktycznie poza wyścigiem o najważniejsze trofeum. Mamy dopiero listopad, a sezon dla Liverpoolu zdaje się już kończyć w kontekście ligowym. Co gorsza, ekipa z Merseyside nie tylko przegrywa mecze — oni są deklasowani pod względem walki i zaangażowania.
„Jeśli zespół przestaje biegać tak ciężko, jak rywal, lub walczyć o każdą, tzw. drugą piłkę, to jest to moment, w którym dzwonki alarmowe nieuchronnie zaczynają bić.”
Ten brak intensywności, z której słynął Liverpool, obciąża bezpośrednio menedżera i jego sztab. Kiedy piłkarze wyglądają na zrezygnowanych, wzrok musi powędrować w stronę ławki trenerskiej.
Pół miliarda funtów i brak efektów
Naturalnie, w obliczu kryzysu, dyskusja schodzi na temat pieniędzy. A te były w lecie na Anfield wręcz obsceniczne. Liverpool wydał ponad 400 milionów funtów, ściągając talenty, które miały zagwarantować dominację na lata. Oczekiwania wobec tak drogich nabytków zawsze są wyśrubowane, ale czy w tym przypadku sprawiedliwe?
Właściciele z Fenway Sports Group zrobili coś, co wydawało się niemożliwe — dwukrotnie pobili brytyjski rekord transferowy w jednym oknie.
Główne wzmocnienia Liverpoolu:
| Piłkarz | Poprzedni klub | Szacowana kwota transferu |
|---|---|---|
| Florian Wirtz | Bayer Leverkusen | do 116 mln £ |
| Alexander Isak | Newcastle United | 125 mln £ |
| Milos Kerkez | Bournemouth | – |
| Hugo Ekitike | Eintracht Frankfurt | – |
Skupienie mediów na Wirtzu i Isaku jest zrozumiałe. Kiedy wydajesz łącznie blisko ćwierć miliarda funtów na dwóch graczy ofensywnych, liczysz na gole, asysty i fajerwerki. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy.
Florian Wirtz – niesłuszny kozłem ofiarnym
Wirtz, gwiazdor sprowadzony z Bayeru Leverkusen, zbiera obecnie największe cięgi za słabą postawę drużyny. To klasyczny mechanizm szukania winnego wśród najdroższych, ale w tym przypadku — chybiony.
To prawda, statystyki Niemca nie powalają. Trafił do siatki tylko raz, w meczu Pucharu Ligi Angielskiej (EFL Cup) przeciwko Southampton. Jednak zrzucanie całej winy na 21-latka jest sporym nadużyciem. Jego adaptację utrudnia chaos panujący w drużynie oraz sytuacja kadrowa.
Ogromnym problemem jest absencja drugiego rekordowego nabytku. Alexander Isak, talizman ściągnięty z Newcastle, jest niedostępny, co zrzuca całą presję ofensywną na barki Wirtza. Młody pomocnik, zamiast być kreatorem gry wspieranym przez potężnego napastnika, musi łatać dziury w systemie, który pod wodzą Slota po prostu przestał funkcjonować.
Krytyka powinna być kierowana wyżej. To Arne Slot jest obecnie największym problemem Liverpoolu, a nie Florian Wirtz, który padł ofiarą dysfunkcyjnej taktyki i ogólnego marazmu, jaki ogarnął mistrzów Anglii.

